Toplista stron chrześcijańskich



Księga Gości

Archiwum:
2006
kwiecień
styczeń
2005
październik
lipiec
czerwiec
styczeń
2004
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
luty
styczeń
2003
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień






:: WIERSZE ::

Ten blog jest częścią strony Moniki - http://www.life-heart.prv.pl
Poniższe wiersze NIE są mojego autorstwa!


Tutaj znajdziesz wiersze ks. Jana Twardowskiego czytane przez samego autora!
Suplikacje
O kościele
Teraz
Mówią
Westchnienie
Na Drodze Krzyżowej
W okularach
Który stwarzasz jagody
Tak ludzka
Wniebowzięcie
Do świętej Tereski
Kaznodzieja
Do kaznodziei
Dzieciństwo wiary
Aniele Boży

Kontakt: e-mail: monisia46@wp.pl; GG: 5112139

PAMIĘTAJCIE: POD BOGIEM ŻYJEMY I WSZYSCY JESTEŚMY BRAĆMI I SIOSTRAMI - A WIĘC: KOCHAJMY SIĘ!

Co za wspaniały sen!

Słońce tańczy na niebie,
ryby baraszkują w morzu.
Wszyscy ludzie -
bracia w tej samej łodzi świata.
Słabi i starzy, czarni i biali,
wielcy i mali, biedni i bogaci:
ludzie, którzy wybrali się we wspólną podróż...

Bracia na morzu świata,
pod tym samym słońcem, na tym samym wietrze.
Nie ma już ludzi nic nie wartych
ani tych wywyższających się pań i panów.
Nikt już nie będzie wyrzucony za burtę,
nikt nie zostanie ciśnięty na dno łodzi,
by tam umierać z głodu.
Nie ma już wojen o kapitański mostek.
Po pokładzie biegają rozśpiewani ludzie.
Płynie łódź, nasza łódź, na której
każdy czuje się u siebie.

Sublikacje

Boże, po stokroć święty, mocny i uśmiechnięty -
iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną -
kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom -
teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami -
dzisiaj, gdy mi tak smutno i duszno, i ciemno -
uśmiechnij sie nade mną.





2006-04-01 19:58:02
[*]


"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..."
skomentuj (39)
2006-01-19 17:01:45
[*]

W dniu 18.01.2006 odszedł do Domu Ojca nasz wspaniały sługa Boży i wybitny autor tej pięknej, niepowtarzalnej poezji, Ks. Jan Twardowski.

Uczył nas miłości do Boga i ludzi.


skomentuj (16)
2005-10-01 14:55:54
***
Zmartwienie


Jezu martwił się proboszcz

głosisz tylko prawdę

nie wyjeżdżasz na Zachód by kupić mieszkanie

W Rosji już zmiękło a Ty wciąż w ukryciu



nie budujesz kościoła z pustaków

lecz z żywego serca

nie odkładasz na wszelki wypadek


jak Ty sobie dasz radę w życiu /Ks.Jan Twardowski


Zmieniły się czasy



nazywamy go brzydko stróżem

każemy mu nas pilnować

używamy jak chłopca na posyłki

kto z nas mu rękę poda

pożałuje że ma skrzydła za duże

sumienie tak czyste że niewygodne

kolor biały raczej niepraktyczny

życie obce bo bez pomyłek

miłość niecała --- bo bez umierania



kto z nas obejmie go za szyję

słuchaj --- powie --- zmieniły się czasy

teraz ja cię przed światem ukryję


Anioł



są takie chwile kiedy się odchodzi

od Aniołów Stróżów nawet Cherubinów

od tych co wysoko

od tych co w pobliżu ---do Jezusa człowieka

niziutko na ziemi



Anioł nie zrozumie nie wisiał na krzyżu

i miłość zna łatwą

skoro nie ma ciała


Anioł poważny i niepoważne pytania



Czy zostałeś aniołem dopiero po dłuższym namyśle

czy zamiast palca serdecznego masz tylko wskazujący

czy spowiadasz tylko z grzechów ciężkich bo lekkie

trudno udźwignąć

czy klaszczesz w dłonie patrząc na konanie

jak na sytuację przedbramkową

czy nigdy nie płaczesz, żeby się nigdy nie uśmiechać

czy umiesz uważnie bez powodu słuchać

czy nie przytulasz się żeby odejść

czy nie tęsknisz za ciałem

za ludzkim uśmiechem

za dłońmi złożonymi w kominek

za ziębą co we wrześniu opuszcza ogrody

za źrebakiem zamykającym powieki

za chrząszczem o nogach żółtoczerwonych

za każdą sekundę zawsze ostatnią

za tym co nietrwałe i dlatego cenne


Bezdzietny Anioł



Właśnie wtedy kiedyś pomyślałem

że papugi żyją dłużej

że jesteś okrutnie mały

niepotrzebny jak kominek na niby

w stołowym pokoju

jak bezdzietny anioł

lekki jak 20 groszy reszty

drugorzędne genialny

kiedy obłożyłeś się książkami

jak człowiek chory

nie wierząc w to że z niewiary

powstaje nowa wiara

że ci co odeszli jeszcze raz cię

porzucą

święty i pełen pomyłek



właśnie wtedy wybrał ciebie ktoś

większy niż ty sam

który stworzył świat tak dobry

że niedoskonały

i ciebie tak niedoskonałego

że dobrego


Boję się Twojej miłości



Nie boję się dętej orkiestry przy końcu świata

biblijnego tupania

boję się Twojej miłości

że kochasz zupełnie inaczej

tak bliski i inny

jak mrówka przed niedźwiedziem

krzyże ustawiasz jak żołnierzy na wysokich

nie patrzysz moimi oczyma

może widzisz jak pszczoła

dla której białe lilie są zielononiebieskie

pytającego omijasz jak jeża na spacerze

głosisz że czystość jest oddaniem siebie

ludzi do ludzi zbliżasz

i stale uczysz odchodzić

mówisz zbyt często do żywych

umarli to wytłumaczą


Antologia



Chodzą na około mnie na wysokich obcasach metafor

cieniutkimi łzami piszczą na moich obrazach

przynoszą na wyciągniętych dłoniach lirykę jak kurczaka

potem nawet na maszynie do pisania klękają oczami

Proszę o prozę

żebyście sami nie darli się za włosy

nie podawali miłości jak jeża

w cierpieniu mówili dobranoc

nie nakładali tłumika na serce

tak zastraszeni że niemoralni

żebym nie marzła w antologii wierszy o sobie


Bóg czyta



Bóg czyta wiersze na śmierć zapomniane

od razu ważne nie prosząc nikogo

jak bocian co wpadł na pomysł by pozostać sobą

tak bliskie że nie drukowane

takie co nie chciały podobać się sobie

jak dziób co miał zapiać lecz schował się w rowie

nie miały szczęścia ni siły przebicia

umiały tylko kochać uciekając z życia

niemodne jak Kopciuszek z poluchem w popiele

to co nowe najszybciej się zawsze starzeje

niewystrojone jak praszczur od święta

tak zapomniane, że Pan Bóg pamięta


Być nie zauważonym



Być nie zauważonym by spotkać się z Tobą

nie czytanym zbytecznym

właśnie byle jakim

przekreślonym do końca nonszalancją ręki

aromatem nie mocnym jeszcze nie poznanym

tuż pomiędzy goździkiem pieprzem i migdałem

fotografią nieważną bo niedokąpaną

liryzmem co się siebie coraz więcej wstydzi

książką którą się kładzie wciąż jedną na drugiej

jabłkiem po gruszce zawsze trochę kwaśnym

rakiem trzymanym w koszu z pokrzywami

włosami co odchodzą jak myszy po cichu

szczygłem co chciał przyfrunąć lecz umarł wysoko

z ogonem tak leciutkim że ponad rozpaczą

biedronką zapomnianą gdy przechodzą żuki

świętym któremu w czas remontu utrącono głowę


Byłaś



Byłaś taka zwyczajna

rozbawione włosy

w ogrodzie nad porzeczką

z jednym listkiem twarz

nic o tym nie wiedziałaś i ja nie wiedziałem

że można się tak widzieć już ostatni raz



leciutki wierszyk a pomieścił

rozstanie jak kosteczki śmierci


Na dobranoc



Rozgadana wiedza

wymowna poezja

przez radio Szopen mówić do mnie będzie

całuję cię na dobranoc mój krzyżyku niemy

bo milczy tylko prawda i nieszczęście


Modlitwa



Święta Dziewczynko z Zapałkami

chroń nas przed staruchami

co płaczą, że wszędzie zło

martwią się, że nas okłamują

nie mówiąc nam o tym



a nas cieszy pole różowe

kiedy wschodzi zboże

nagietek który przekwita w październiku

pszczoły dokładnie złote

leszczyna co wydaje jednocześnie kwiaty i orzechy

spotykamy się z Matką Boską w ogrodzie

żyjemy z kundlem na co dzień

czujemy niewidzialne ręce

widzimy dalej i więcej


Modlitwa



Jezu Frasobliwy

na przekór wszystkim

bez parasola na deszczu

z gołymi kolanami

słaby bo bezstronny

nieśmiały jakbyś debiutował wierszem

z prośbą o prostotę

samotny bo spokrewniony ze światem

pewnie martwią Cię ludzie

którzy są jak katechizm

na każde pytanie

muszą mieć koniecznie odpowiedz


Modlitwa



Któryś się modlił bo było Ci za ciasno w pacierzu

któryś rozgrzeszył Magdalenę nie słuchając jej grzechów tylko łez



któryś nie tłumaczył do końca cierpienia

który wygadanym kaznodziejom kładziesz do ust gąbkę ciszy



odsłaniasz czas jak piękno

któryś widział na audiencji w Betlejem trzech monarchów

na klepisku ziemi



jak trzy złote placki

który masz więcej niż pięć ran

który się nie gniewasz na ceremonie niewiary



Proszę Cię o kryjówkę

w cienkim kąciku Twych ludzkich rąk

przed zgrają formuł


Naucz się dziwić



Naucz się dziwić w kościele,

że Hostia Najświętsza tak mała,

że w dłonie by ją schowała

najniższa dziewczynka w bieli,

a rzesza przed nią upada,

rozpłacze się, spowiada---

że chłopcy z językami czarnymi od jagód---

na złość babciom wlatują półnago---

w kościoła drzwiach uchylonych

milkną jak gawrony,

bo ich kościół zadziwia powagą

I pomyśl--- jakie to dziwne,

że Bóg miał lata dziecinne,

matkę, osiołka, Betlejem

Tyle tajemnic, dogmatów,

Judaszów, męczennic, kwiatów

i nowe wciąż nawrócenia

Że można nie mówiąc pacierzy

po prostu w Niego uwierzyć

z tego wielkiego zdziwienia


Nie rozdzielaj



Miłość i samotność

wzięły się pod ręce jak siostry

idą noga w nogę

nie rozdzielaj ich

nie szarp. Łapy przy sobie

miłość bez samotności

byłaby nieprawdą

samotność bez miłości rozpaczą



stała Matka pod krzyżem

jak pod srebrnym obrazem

nie minęły trafiły

do niej też przyszły razem



Chodzi księżyc jak morał

albo osioł po niebie

jeśli były gdzie indziej

to i przyjdą do ciebie


Nie martw się



Nie martw się

że się Kościół przewróci

że znów grzesznik

dłubie dziurę w niebie

magistrze, doktorze, głuptasku

nie martw się o Boga

ale o siebie


Nie tylko my



Czytamy --- Bóg umiłował świat....

a więc nie tylko ludzi

ale i pliszkę

odymioną pszczołę

jeża eleganta wprost spod igły

nawet muła ni to ni owo

bo ani to koń ani osioł

( żal że go człowiek stwarzał

żyje jak kawaler co się nie rozmnaża )

gruszę co kwitnie zaraz przed jabłonią

liście konwalii prawie bez ogonka

cielę co za matką się wlecze



a my tak czulimy się do Boga

jakby on miał nas tylko kochać na świecie


O nawróceniu



Więc tyle razy musiałem stawać na uszach w konfesjonale

biegać po ambonie rękami

na rekolekcjach błyszczeć jak koński ząb

bębnić w kociołek sumienia

żebyś po prostu zrozumiał

bez mojej dłoni wsuwającej się pod ramię----

przy lampie czerwonej jak marchew na stole

przy zegarze ogryzającym nas po trochu lecz systematycznie

nad własnym grzechem --- jak dokładnie załataną dziurą


O nieobecnych



Myślała że został już tylko na fotografii

z twarzą bez oddechu

Tymczasem w każdej chwili

kiedy zapalała światło

nakrywała do stołu w świecie tak małym

w którym jest już wszystko

wiedząc że zmęczenie jest przynajmniej połową miłości

że kochać --- to nie znaczy iść w swą własną drogę

nieefektowna jak zielona cyranka bez połysku

wytrwała jak chory z urojenia który ma w końcu rację

kiedy odkrywała że można się modlić mając tylko

czyste sumienie

kiedy odchodziła żeby wrócić

z sercem nie skróconym przez oszczędność

tak znikoma że prawdziwa

sama na wspólnej drodze

po obu stronach wiary

Tłumaczył

że wieczność jest tylko jedna

że już są razem chociaż się nie widzą

że miałby ochotę nagadać jej serdecznie

choćby w przedpokoju ciepłym od ubrań

przecież tylko nieobecni są najbliżej.


Oda do rozpaczy



Biedna rozpaczy

uczciwy potworze

strasznie ci tu dokuczają

moraliści podstawiają nogę

asceci kopią

święci uciekają jak od jasnej cholery

lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła

nazywają cię grzechem

a przecież bez ciebie

byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz

wpadałbym w cielęcy zachwyt

nieludzki

okropny jak sztuka bez człowieka

niedorosły przed śmiercią

sam obok siebie


Odpowiedzi



Czy stworzyłeś serce przez grubszą pomyłkę

czy dajesz miłość żeby ją odebrać

czy kochających od nas oddalasz na zawsze

czy to co rozłącza nie łączy

czy to co dzieli nie każe się spotkać

czy nie odchodzimy by być już naprawdę

gdzie trwałość i kruchość mówią o wieczności

gdzie rzeki wracają z chmur

gdzie niebo niesie pompę

i może nie wysycha

skomentuj (1)
2005-07-09 18:18:42
Nagroda
Przyszła rozpacz przeprosić
że jest rozpaczą
- Najdroższa - mówię do niej
za co przepraszasz
za co
Dobroć nagrodą za smutek
pies ranę wyliże
od rozpaczy do wiary najbliżej.

Wiara i nadzieja
są cnotami bliźniaczymi.
Nadzieja nie jest "matką głupich",
ale wtajemniczeniem mądrych.
Wiara podaje ręce nadziei,
nadzieja podaje ręce wierze.
Kiedy łamią się ludzkie plany,
pamiętajmy, że właśnie wtedy
ma w nas dojrzewać wiara,
nadprzyrodzona siostra nadziei.
skomentuj (3)
2005-07-09 18:18:36
***
Ten, kto się modli
- wypełnia pustkę braku modlitwy.
Ten, kto nie odrzuca cierpienia
- wypełnia pustkę
po odrzuceniu cierpienia.
Ten, kto żyje nadzieją
- wypełnia pustkę rozpaczy,
która jest w świecie.
Aby żyć, człowiek musi kochać
i wiedzieć, ze jest kochany.
To miłość wypełnia nas nadzieją,
a nadzieja pozwala żyć miłością.
skomentuj (1)
2005-06-29 01:03:51
Większa mniejsza
Niech się twój nos nie krzywi
otworzą się oczy
w lewym uchu zadzwoni
bo to dobrze wróży
niech się twoje usta do nas roześmieją
większa niż hipopotam
najmniejsza nadziejo

W górę serca!
Ale nie nad rozum.
skomentuj (3)
2005-06-29 01:03:39
***
Wiersze o nadziei, miłości i wierze
są jak lilie cięte
a tak długo świeże.
skomentuj (2)
2005-06-29 01:03:28
***
Święty Jerzy na koniu
z ciupagą
w góralskim kożuchu
podnieś chuderlaków na duchu.
skomentuj (2)
2005-06-29 01:03:12
***
Jeśli Bóg daje nam do wykonania
wielkie zadanie,
to po ciemku zapala światła,
znaki swojej Opatrzności.
skomentuj (0)
2005-06-29 01:03:01
***
Człowiek, który ma proste serce,
może mieć swoje ambicje,
pragnienia przyjaźni, miłości,
ale jeśli wszystko mu się zawala,
nie rozpacza, bo buduje na Bogu.
Merton powiedział,
że tym, co komplikuje życie,
jest wielorakość naszych dążeń.
Człowiek, który ma jedno dążenie,
widzi przede wszystkim Boga.
Takie spojrzenie ogromnie
ułatwia życie.
skomentuj (1)
2005-06-29 01:02:42
***
Nadzieja - to jest czas.
Jeżeli człowiek coś robi - ma czas,
ma jeszcze nadzieję.
Jeśli mamy minutę czasu,
można jeszcze spotkać się z Bogiem.
skomentuj (0)
2005-06-29 01:02:34
***
Świętego Tadeusza Judę uznajemy
za patrona od spraw beznadziejnych.
Co to znaczy? Jest to patron nadziei
chrześcijańskiej głoszącej,
że dla człowieka naprawdę wierzącego
i opierającego się na Bogu
nigdy nie ma sprawy beznadziejnej
dla jego duszy.
skomentuj (0)
2005-06-29 01:02:11
***
Dla człowieka wierzącego
nie ma spraw beznadziejnych.
Skoro jest Pan Jezus,
nigdy nie można powiedzieć:
jestem w bezbadziejnej sytuacji.
Jakie to szczęście być nawet
podrzutkiem Boga,
spadającym z góry na dół,
może w rozpaczy,
ale w zaufaniu, że pomoże.
skomentuj (0)
2005-06-24 21:05:14
Na ręce
Nazywają cię brzydulą
uciekają w te pędy po kolei
biorę ciebie na ręce
jak królika na szczęście

śmierci - chwilo największej nadziei.

Nadzieja - to czas bez pożegnań

Mamy modlić się o moc wytrwania
w powołaniu, w wierze nie tylko
w Boga, ale i w to, że to jest dobre,
co Bóg dla mnie czyni.
Mamy modlić się o moc prawdziwej
nadziei, że spełni się nie tylko to,
czego spodziewam się dla siebie,
ale że spełni się to, czego się w ogóle
nie spodziewam, a Bóg tego chce.

"Kto prosi, otrzymuje" (Łk 11, 10)
A Bóg nie daje byle czego.
Nie jest bożkiem,
który ma nas obsypywać powodzeniem
ziemskim. Bóg daje to, co boskie
i dla nas najważniejsze.
Nie zrażajmy się tym, że czasem
otrzymujemy nie to, o co prosiliśmy.
Zawsze otrzymujemy więcej
i Bóg lepiej wie, co nam dać.

Wszystko otrzymujemy wtedy,
kiedy wszystkiego się wyrzekamy,
przede wszystkim samych siebie.

Jeśli ktoś odpuszcza swoje własne
pragnienia, wtedy może od Boga
otrzymać radość,
o jakiej nigdy nie marzył.

Dary Opatrzności Bożej
czasem przychodzą punktualnie
na pięć minut przed dwunastą.
skomentuj (0)
2005-06-24 21:03:24
Radość
Marudzą że samotność dziura
nie ma nikogo
Komunia święta to miejsce
gdzie można spotkać się z Tobą

Matka Najświętsza jest nadzieją
w najgorszych ciemnościach.
Jest światłem Bożej Opatrzności,
podarunkiem od samego Boga.
Jest takie powiedzenie arabskie:
"gdzie Bóg nie może być,
tam posyła ludzką matkę".

Jezus dał nadzieję ludziom słabym,
ze słabą ludzką naturą:
otworzył drogę do nieba,
gdzie wstąpił jako Człowiek.
Aby dostać się do nieba, trzeba
na ziemi trzymać Jezusa oburącz
i iść za Nim. Mamy nadzieję na miejsce
w niebie, które Jezus wywalczył
człowiekowi krwią własnych ran.
Ta świadomość pozwala z pogodą
spojrzeć na śmierć - chwilę spotkania
z Bogiem w niebie.

Nadzieja chrześciańska nie jest
spokojną wyspą, ale jest walką
o nadzieję, ciągłym zmaganiem się
ze smutkiem, przygnębieniem,
rozpaczą. Jest ciągłą walką
z pesymizmem, który każe opuszczać
ręce, walką z dramatem przemijania.
Człowiek stale musi walczyć,
by mieć nadzieję. Ciągła walka
o nadzieję jest naszą nadzieją,
króra w nas dojrzewa.

Ewangelia jest nadzieją przeciw
rozpaczy i takie bym chciał pisać
wiersze. Takie wiersze są potrzebne
w dzisiejszym świecie.

Być zbawionym znaczy po pierwsze:
być uratowanym od rozpaczy,
widzieć sens cierpienia i śmierci;
po drugie: chcieć żyć życiem Boga
na ziemi, tak jak kiedyś potem
w niebie, zyciem Kogoś, kto zyje
z miłości i budzi nadzieję,
że jesteśmy dziećmi Boga. /Ks. Jan Twardowski/
skomentuj (0)
2005-06-13 22:52:19
***
Do wyrazu "cierpliwość"
podobny jest wyraz "cierpienie".
Cierpliwość kosztuje.
Człowiek nieraz cierpi dlatego,
że jest cierpliwy. Jak ważna jest jednak
cierpliwość pracy nad sobą,
ciągle odnawianie swojego sumienia
wysiłek wypełniania obietnic
danych Bogu.
Cierpliwość jest owocem
Ducha Świętego.
Ma dwa znaczenia: umiejętność
znoszenia cierpienia
albo ufność pokładana Bogu.
Nadzieja to cierpliwość czekania
na to, że spełnią się wszystkie
Boże obietnice.

Nadzieja to cierpliwość czekania
na to, że spełnią się wszystkie
Boże obietnice.

W każdej chwili możemy dostrzec
tajemnicę własnego życia.

Prawdziwe pocieszenie odnajduje ten,
kto rozumie, ze to, co w oczach
ludzkich jest nieszczęściem,
czego człowiek boi się i przed czym
ucieka, w istocie jest przejawem
miłości Bożej i zbliża nas do Niego
samego. Pocieszony odnajduje sens
w trudnnościach. Zaczyna rozumieć,
to co znaczy poznać smak radości
w cierpieniu. Odnajduje nie zdrowie,
ale Boga w upokorzeniu i w chorobie.
Jeżeli będę czynić to, czego Bóg
ode mnie oczekuje, mogę mieć
nadzieję, że mnie nie opuści,
choćby mnie skrzywdzono
i prześladowano dla sprawiedliwości.
Mogę mieć całkowitą pewność,
że Bóg bedzie zawsze ze mną
i nigdy mnie nie zawiedzie.
Naszym największym życzeniem
powinno być jedno - aby więcej liczyć
na samego Jezusa, który jest naszą
jedyną nadzieją, zwłaszcza wtedy,
kiedy nie udają się ludzkie życzenia.
Mówimy, ze Jezus jest Miłością.
Wielkanoc pokazuje, ze Jezus jest
przede wszystkim Nadzieją. Zawiodą
ludzkie nadzieje, obliczenia, rachuby
i kalkulacje, które nieraz zabawnie
chodzą na cienkich nóżkach
jak małe wielkanocne kurczaki.
Jedynie Chrystus po swojemu
wszystko obliczył i przemyślał.

Optymizm może nie dostrzegać zła.
Często optymista lekceważy zło.
Jezus zszedł na dno zła
i nie załamał się. Zmartwychwstał.
Ufający Bogu to ktoś więcej niż
optymista. Zaufanie Bogu daje pogodę
ducha, która przychodzi
po cierpieniach.

Jeżeli człowiek ożywi w sobie myśl,
że Bóg jest z nim, inaczej spojrzy
na świat. Będzie to dla niego
źródłem nadziei.

Pokładać nadzieję w samym Bogu
to zrozumieć, ze On pragnie mego
dobra nawet wtedy, kiedy będę chory,
porzucony i opuszczony.

Nie jestem bezpański.
Czuwa nade mną Ten,
który prowadzi mnie za rękę.
Chciałbym tak żyć, by nie tyle być
optymistą, co całkowicie mieć nadzieję
w Bogu. Jemu całkowicie zaufać.
Optymistą może być także człowiek
niewierzący, który nie w Bogu
pokłada zaufanie.
skomentuj (2)
2005-06-13 22:52:09
Święta Katarzyna
O Katarzyno święta
w dniu Twych imienin
dziewczęta
wosk leją, od wieków wróżą
dobrze się w niebie postaraj
by każda tęga cienka
duża średnia mała
miała męża górala
skomentuj (0)
2005-06-02 01:06:32
***
Całe życie czeka się na chwilę.
skomentuj (0)
2005-06-02 01:06:17
***
Ten, kto żyje nadzieją
- żyje oczekiwaniem.
skomentuj (0)
2005-06-02 01:06:08
Pociecha
Smutek miłość niewzajemna
odmowa czarne polewki
pocieszy rzodkiew rzadka
najbliższa siostra rzodkiewki
Nadzieja jest zawsze większa od nas,
zawsze nas przerasta.
Wtedy, kiedy załamują się nasze
ludzkie plany, kiedy czujemy się
przegrani, wtedy ma dojrzewać w nas
nadprzyrodzona cnota nadziei
- mamy zacząć pokładać nadzieję
w samym Bogu, w Nim szukać sensu
naszego cierpienia,
niepowodzenia, rozstania.
Jezus polecił
"Czuwajcie i módlcie się".
W czuwaniu kryje się
ostrzeżenie i nadzieja.
Ostrożność, żebym nie przegapił
czegoś ważnego dla siebie;
nadzieja: Bóg nawet o zmierzchu
mojego życia może się mną posłużyć

Miłość światło zapala
nadzieja uczy czekać pomaleńku
"Przez swoją wytrwałość
ocalicie wasze życie" (Ł.K 6.9)
Bardzo chcemy je ocalić,
żeby się nie przeziębić, nie zarazić,
nie przepracować. A trzeba trwać
w tym wszystkim, co nas otacza,
trwać z wiarą w Boga, a na wszystkie
kłopoty, cierpienia upokorzenia,
to, co nas zabija od wewnątrz i tak nas
nieraz męczy, patrzeć jak na bóle
porodowe, w czasie których rodzi się
nowe życie - najwartościowe życie
z Bogiem.
skomentuj (0)
2005-06-02 01:05:55
Ochroniarz
Uśmiech to obowiązek chrześciański
chyba inaczej
to anioł ochroniarz
co wyciąga za prawą i lewą nogawkę
z rozpaczy.
skomentuj (0)
2005-06-02 01:05:41
Smutek
Od małpy gorsza małpa
która się rozpłacze
od kruka - taki co na księdza kracze
od rozpaczy gorszy smutku cichy kotek
co nawet wszystkim świętym
popsuje robote
Najgorszą rzeczą jest utrata nadziei,
gdyż wówczas pozwalamy całkowicie
owładnąć się złu, niemocy.
Nie dostrzegamy i nie czujemy,
ile dobra oraz miłości ciągle w nas
pozostaje. Stajemy się ślepi na miłość
i jej przejawy ze strony innych,
a przede wszystkim na największą
Miłość, czyli Boga. Brak nadziei
powoduje zwrócenie się całkowicie
ku sobie, ale jednocześnie budzi bardzo
mocno odczucie własnej słabości
i niewystarczalności.
skomentuj (1)
2005-06-02 01:05:26
O świętej Cecyli
Niewidoma święta Cecylio
nie ma rozpaczy
jest muzyka
co po ciemku
Boga zobaczy
Jeśli jest noc musi być dzień
jeśli jest łza uśmiech
jak źle
to i Bóg jest na pewno.
Merton pisał, ze rozpacz może podać
rękę nadziei. Na granicy rozpaczy
można spotkać się z nadzieją.
Gdy wszystko zawiedzie, ludzkie
rachuby przewracają się,
można liczyć tylko na Boga
- On jeden podnosi z najgorszego
upadku. I ten najgorszy upadek
może stać się naszym zwycięstwem.
Zapytałem kiedyś, jak dzieci
rozumieją zdanie "Kiedy Bóg drzwi
zamyka, to otwiera okno".
-Że trzeba wyskoczyć oknem
na zbitą głowę!

Grzechy przeciwko nadziei
są tak ciężkie jak przeciw miłości
Nie mów miłość
bo to za dużo
nie mów rozpacz
bo to za mało
skomentuj (0)
2005-06-02 01:04:26
***
Nieraz wydaje się, że nadzieja jest
łatwą optymistką, patrzącą na świat
przez różowe okulary.
Tymczasem nadzieja jest także
dramatem, ciągłą walką pomiędzy
budowaniem na samym sobie,
na swoich obliczeniach
i pomysłach, a budowaniem
na miłosierdziu Pana Boga.

Zwykle mówimy o optymizmie,
ale optymizm jest płytką nadzieją na to,
że "wszystko będzie lepiej".
Spokój wiary jest nadzieją
nieporównywalną, bo opartą
na bezgranicznym zaufaniu Bogu.,
który sam najmądrzej kieruje naszym
przeznaczniem, choćby było dotknięte
ciężkim doświadczeniem.

Wydaje się, że w potocznym
rozumieniu nie wiemy,
co to jest nadzieja.
Czym jest nadzieja? Najczęściej nie
tym, za co ją uważamy. Często kojarzy
się z nią tęsknota, pragnienie, marzenie
o szczęściu, wyjeździe za granicę,
skończeniu studiów.
Taka nadzieja jest trochę niepewnością.
Nadzieja chrześcijańska jest pewnością,
że ubodzy prześladowani, cierpiący
dla Boga będą wynagrodzeni.
"Bliskie jest królestwo niebieskie"
zapewnia Jezus.
Blisko jest Bóg niebieski, pogodny.
Ten, który może nam dać radość
prawdziwą, wolność wewnętrzną,
rozgrzeszenie, światło, które przenika
nawet przez to, co najbardziej boli.
skomentuj (0)
2005-06-02 01:03:56
***
Nie ma sytuacji bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka
- to otwiera okno
skomentuj (0)
2005-06-02 01:03:40
***
Nadzieja uczy czekać / Ks. Jan Twardowski
skomentuj (0)
2005-01-28 01:11:36
***
KIEDY MÓWISZ

Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz /ks.Jan Twardowski/


ODESZŁA

Czy miłość co odeszła raz jeszcze powróci
czy przejdzie przez pokój jak pies oswojony
na dzień dobry niedobry potrąci nas nosem
przypomni stare listy czy Boga przeprosi
że przyszła jak dama odeszła jak chamka /ks.Jan Twardowski/


JEŚLI NIE DO KOŃCA

Jeżeli kochasz
tydzień
dwa miesiące
nawet przez pięć lat
i pisząc

"Wisienko kochana
wyję prosto do ciebie
jak jamnik od rana"

cierpliwy jak baranek
co na klęczkach swoją matkę ssie

Kto do końca nie kocha
ten odchodzi paskudny
i wszystko źle /Ks.Jan Twardowski/


POCZEKAJ

Nie wierzysz - mówiła miłość
w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
że zanudzisz talentem
że z dwojga złego można wybrać trzecie
w życie bez pieniędzy
w to że przepiórka żyje pojedynczo
w zdartą korę czeremchy co pachnie migdałem
w zmarłą co żywa pojawia się we śnie
w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku
w najlepsze najgorsze
w każdego łosia co ma żonę klępę
w dziewczynkę z zapałkami
w niebo i w piekło
w diabła i Pana Boga
w mieszkanie za rok
Poczekaj jak cię rąbnę
to we wszystko uwierzysz /ks.Jan Twardowski/


ABY SIĘ STAŁO

Gwiazdy by ciemniej było
smutek by stale dreptał
oczy po prostu by kochać
choć z zamkniętymi oczami

wiara by czasem nie wierzyć
rozpacz by więcej wiedzieć
i jeszcze ból by nie myśleć
tylko z innymi przetrwać

koniec by nigdy nie kończyć
czas by utracić bliskich
łzy by chodziły parami
śmierć aby wszystko się stało
pomiędzy światem a nami /ks.Jan Twardowski/


ZANIM PRZYSZŁA

Gdy mamut mruczał w raju
pięć słoni straszyło
wielkie oczy i cztery skrzydła ważki
wiatr nieśmiały a podrywał drzewa
kiedy jeszcze ziemskiej miłości nie było
nikt nie mówił kocham a potem - zabij mnie lecz nie nudź
jak spokojnie spał Adam zanim przyszła Ewa /Ks.Jan Twardowski/


DLACZEGO

Nie wierzysz w siebie większego od siebie
w śmierć mniejszą od śmierci
w to że można zachorować na grzech
w to że samotność jest zła jeżeli się przed nią ucieka
w to ze czas krzyczy na całe gardło ale go nie słyszysz
albo udajesz Greka
siedzisz smutny jak Stańczyk w Hołdzie pruskim
oparty na flecie
nie wierzysz w nic
ale dlaczego się boisz / ks.Jan Twardowski/


DZIĘKUJĘ

Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu
za to że nie jest całym człowiek pojedynczy
za oczy nagle bliskie i niebezimienne
za głos niedawno obcy a teraz znajomy
za to że nie ma czasu by pisać list krótki
więc dlatego się pisze same tylko długie
choć pisanie jest po to by szkodzić piszącym
a miłość wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi
że nie można Cię zabić w obronie człowieka

Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzać siebie
za wszystko co nieważne najważniejsze
za pytania tak wielkie że już nieruchome /ks.Jan Twardowski/


JESZCZE

Jeszcze się trzymasz własnego szczęścia za włosy
odkładasz sobie w byle garnuszku
piszesz pamiętnik to znaczy stawiasz sobie pomnik
dlatego powietrze karmi cię skąpo
nie prowadzą niewidzialne ręce
to co wielkie nie przychodzi mimo woli
ból daremny - bo nie umierasz
nie umiesz oddać siebie
jakże masz dostać wszystko /ks. Jan Twardowski/


NA CHWILĘ

Miłość na zawsze
najdłuższa
co miała przetrwać lat tyle
śmierć
burze
z fiołkiem w kubeczku
świnia
przyszła na chwilę /ks.Jan Twardowski/


WIERNA

Jest taka miłość która nie umiera
choć zakochani od siebie odejdą
zostanie w listach wspomnieniach pamiątkach
w miłych sprzeczkach - Co było dla Adama lepiej
czy Ewa na co dzień - czy jak przedtem żebro
zostanie nie na niby nawet w jednym listku
bzu gdy nie rozumiejąc rozumie się wszystko
choćby że zmartwychwstaną najpierw dni powszednie
wbrew krasce co przysiada na ziemi niechętnie
zostanie przy zabawie i kasztanach w parku
w szczęściu co się jak prawdziwek chowa
pomiędzy śmiercią sekund na zegarku
a przyszłość to przeszłość co znowu od nowa
jest taka miłość która nie umiera
choć zakochani uciekną od siebie
porzucona jak pies samotna
wierna nawet niewiernym na spacerze w niebie /Ks.Jan Twardowski/


RACHUNEK DLA DOROSŁEGO

Jak daleko odszedłeś
od prostego kubka z jednym uchem
od starego stołu ze zwykłą ceratą
od wzruszenia nie na niby
od sensu
od podziwu nad światem
od tego co nagie a nie rozebrane
od tego co za wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
od tajemnicy nie wykładanej na talerz
od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał
od pacierza
od Polski z raną
ty stary koniu /ks.Jan Twardowski/


ODA DO ROZPACZY

Biedna rozpaczy
uczciwy potworze
strasznie ci tu dokuczają
moraliści podstawiają ci nogę
asceci kopią
święci uciekają jak od jasnej cholery
lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła
nazywają cię grzechem
a przecież bez ciebie
byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz
wpadałbym w cielęcy zachwyt
nieludzki
okropny jak sztuka bez człowieka
niedorosły przed śmiercią
sam obok siebie /ks.Jan.Twardowski/


SPRAWIEDLIWOŚĆ

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny
Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłódło
list przybliża bo innych oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość /ks.Jan.Twardowski/


DZIĘKUJĘ

Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu
za to że nie jest całym człowiek pojedynczy
za oczy nagle bliskie i niebezimienne
za głos niedawno obcy a teraz znajomy
za to że nie ma czasu by pisać list krótki
więc dlatego się pisze same tylko długie
choć pisanie jest po to by szkodzić piszącym
a miłość wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi
że nie można Cię zabić w obronie człowieka
Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzać siebie
za wszystko co nieważne najważniejsze
za pytania tak wielkie że już nieruchome/ks.Jan Twardowski/


ŻAL

Żal że się za mało kochało
że się myślało o sobie
że się już nie zdążyło
że było za późno

choćby się teraz biegało
w przedpokoju szurało
niosło serce osobne
w telefonie szukało
słuchałem szerszym od słowa

choćby się spokorniało
głupią minę stroiło
jak lew na muszce

choćby się chciało ostrzec
że pogoda niestała
bo tęcza zbyt czerwona
a sól zwilgotniała

choćby się chciało pomóc
własną gęba podmuchać
na rosół za słony

wszystko już potem za mało
choćby się łzy wypłakało
nagie niepewne /Ks.Jan Twardowski/


MIŁO

Miło się spotkać z dawną swą rozpaczą
- słuchaj stara - powiedzieć
- co się z tobą stało
wyprzystojniałaś
nie pociągasz nosem
nie jesteś już jak diabeł smutny z urodzenia
wyleczyły się rany
wykąpały cię deszcze
można jędzę pokochać gdy żyje jeszcze /ks.Jan Twardowski/


O STALE OBECNYCH

Mówiła że naprawdę można kochać umarłych
bo właśnie oni są uparcie obecni
nie zasypiają
mają okrągły czas więc się nie śpieszą
spokojni ponieważ niczego nie wykończyli
nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi
nie połykają tak jak my przerażonego sensu
nie udają ani lepszych ani gorszych
nie wydajemy o nich tysiąca sądów
zawsze ci sami jak olcha do końca zielona
znają nawet prywatny adres Pana Boga
nie deklamują o miłości
ale pomagają znaleźć zgubione przedmioty
nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć
nie straszą pustką pełną erudycji
nie łączą świętości z apetytem
bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilę
przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem
ocalili znacznie więcej niż duszę /Ks.Jan Twardowski/


WYJAŚNIENIE

Nie przyszedłem pana nawracać
zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
jestem od dawna obdarty z błyszczenia
jak bohater w zwolnionym tempie
nie będę panu wiercić dziury w brzuchu
pytając co pan sądzi o Mertonie
nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor
z czerwoną kapką na nosie
nie wypięknieję jak kaczor w październiku
nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają
nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką
po prostu usiądę przy panu
i zwierzę swój sekret
że ja, ksiądz,
wierzę Panu Bogu jak dziecko /ks.Jan Twardowski/


PRZEZROCZYSTOŚĆ

Modlę się Panie żebym nie zasłaniał
był byle jaki ale przezroczysty
żebyś widział przeze mnie kaczkę z płaskim nosem
żółtego wiesiołka który kwitnie wieczorem
wciąż od początku świata cztery płatki maku
serce co w liście wzruszenie rysuje
(chociaż serce chuligan bo bije po ciemku)
pióro co pisze krzywo kiedy ręka płacze
psa co rozpoczął już wyć do sputnika
mrówkę która widzi rzeczy tylko wielkie
więc nawet jej przyjemnie że jest taka mała
miłość jak odległość trudną do przebycia
zło z którym biegnie cierpienie niewinne
bliskich umarłych i nagle dalekich
jakby biegali bryczką w siwe konie
babcię co mówi do dziewczynki w parku
kiedy będziesz dorosła jeszcze mniej zrozumiesz
najkrótszą drogę co zawsze przy końcu
aby już Ciebie tylko było widać /ks.Jan Twardowski/


NIEWINNA

Jest taka miłość jak się patrzy
razem z czcigodną Klarą poświęcona
i jest bez piątej klepki
niewinna ogromna
modli się za zakochanych
Święta Nieprzytomna /ks.Jan Twardowski/


WSZYSTKO CO DAWNE

Dlaczego dom rodzinny widać choć go nie ma
i lampę co zgaszono trzydzieści lat temu
i psa co szczekał groźnie a chciał nas powitać
wciąż rzeczywiste to co niemożliwe
czemu to co nie jest chlebem ważniejsze od chleba
czemu ci co odeszli są bardziej obecni
i nawet dawna miłość co straszyła grzechem
stroi miny zabawne bo stała się duchem
miłość to samotność co łączy najbliższych
stąd czyste nawet co jest zbyt gorące
fotografie prawdziwe - bo już niepodobne
choćbyś nie chciał stać w miejscu tylko się spieszył
jak nagietki co kwitną przed dziesiątą rano
czemu ból pisze wiersze
nie idiotka ręka
wszystko po to by pytać
co nas łączy z ciałem /ks.Jan Twardowski/

skomentuj (2)
2004-11-12 01:33:50
***
Poezja księdza Twardowskiego
Twórczość księdza Jana Twardowskiego należy do poezji o tematyce religijnej,
przy czym jest to propozycja oryginalna, propagująca model wiary radosnej,
bliskiej człowiekowi, w dzisiejszych czasach modna i popularna.
Popularność tej poezji bierze się chyba głównie stąd,
że ksiądz-poeta podaje dogmaty wiary religijnej bez patosu, bez surowości nakazów i zakazów,
bez lęku, głosząc, że ma być ona pomocą i oparciem człowieka.
Twórca ożywia zwłaszcza motywy franciszkańskie, głęboko zadomowione w tradycji liryki polskiej,
wyraża nieustanne zadziwienie urodą świata i jego niewyobrażalnym bogactwem.

Bóg u księdza występuje z ludzką twarzą, jest przyjacielem, rozumiejącym i kochającym człowieka,
bliskim opiekunem, nie sędzią. Wiara jest radością życia i uśmiechem, źródłem szczęścia
i umiejętności kochania świata z prostotą i szczerością. Człowiek to ukochane dziecko Boga,
bywa ułomny i grzeszny, jest przywiązany do swego świata i jest to naturalne.
Świat to bogactwo przyrody, zwierzęta, roślinność to wielkie dzieło Boga,
które człowiek winien kochać i umieć się z nim cieszyć i z nim współistnieć.
Poezję Twardowskiego cechuje afirmacja świata, prawdziwy zachwyt nad cudem,
jakim jest Ziemia.

"Rachunek dla dorosłego" pisany jest do człowieka, który zagubił się w świecie dążeń materialnych,

gdzie podstawia się nogę, by zdobyć lepszą pozycję. Człowieka, który odszedł od zasad dzieciństwa,
pacierza, "Polski z raną" (zapomina o polskiej historii). We współczesnym świecie rządzą obłuda
i fałsz, człowiek jest zakłamany, jest więźniem konwenansów, nie stać go już na wyrażanie
prawdziwych emocji.

Drogę ocalenia człowieka, który pogrąża się coraz bardziej w chaosie i pośpiechu świata, który
nie znajduje już czasu na chwilę refleksji, zadumy nad najprostszymi prawdami, widzi poeta w
powrocie do natury, w umiejętności dostrzegania piękna prostych rzeczy, cieszenia się urokami
przyrody. Dlatego pojawia się jego prośba do Boga w wierszu "Który stwarzasz jagody".
Cały wiersz jest pochwałą dzieła Stwórcy, pochwałą prostoty świata. Ten, który stworzył
delikatny urok kruchych kwiatów, pełne wdzięku zwierzątka, który pozwolił żyć wielkim niedź
wiedziem i maleńkim ślimakom – oto prawdziwy Geniusz. Świat jest pełen prostoty, nie ma w nim
miejsca na patos. Poeta prosi więc Boga, by zbłąkanym wskazał drogę, by natchnął wielkich
poetów podziwem dla prostoty.

Z podobną prośbą zwraca się do świata przyrody w wierszu "Ratunku". Poeta obawia się,
że da się porwać wirowi współczesnego świata, zacznie tworzyć wiersze abstrakcyjne.
Prosi więc czajki, króliki, leśne drzewa i całą przyrodę: "ratujcie mnie przed abstrakcjami".
Wiersz sprawia wrażenie litanii do świata natury, przyrody.

Dorosły człowiek często nie potrafi już dostrzegać drobnych przedmiotów,
traci umiejętność spontaniczności i szczerości. To dzieci w wierszu "O maluchach" podczas
nudnego kazania odkrywają tajemniczość świata, dostrzegają szczegóły; parasole i sznurowadła
stają się dla nich interesującymi przedmiotami obserwacji. Tylko dzieci stać na szczerość i ich
szczerość jest milsza Bogu niż udane zainteresowanie dorosłych.

Pochwałę prostoty można odnaleźć również w wierszu "Pokaż nam". Poeta karci św. Teresę za to,
iż trzyma w ręku róże, zamiast pokazywać uroki prostej przyrody.

Nieodparty jest wdzięk wierszy ks. Jana Twardowskiego. Króluje w nich prostota i naturalność.
Poeta przeciwstawia się pośpiechowi świata, pogoni za złudnymi wartościami, spokojną
kontemplację przyrody. Nie brak w jego poezji humoru, nawet pewnej rubaszności.
Ważne miejsce w tej poezji zajmuje uśmiech: "uśmiechnij się nade mną" mówi poeta do Boga
w "suplikacjach", a warto też przytoczyć jego słowa:

"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy..."


P o c z e k a j

Nie wierzysz - mówiła miłość
w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
że zanudzisz talentem
że z dwojga złego można wybrać trzecie
w życie bez pieniędzy
w to że przepiórka żyje pojedynczo
w zdartą korę czeremchy co pachnie migdałem
w zmarłą co żywa pojawia się we śnie
w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku
w najlepsze najgorsze
w każdego łosia co ma żonę klępę
w dziewczynkę z zapałkami
w niebo i piekło
w diabła i Pana Boga
w mieszkanie za rok

Poczekaj jak cię rąbnę
to we wszystko uwierzysz /Ks.Jan Twardowski/


W i e r s z   s t a r o ś w i e c k i

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.

Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.

Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne - proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
na zawsze wzięła w swoje ręce. /Ks. Jan Twardowski/


J a k ż e

jakże się teraz nie bać -
nie trwożyć -
z tylu ranami naraz
na krzyż Cię złożyć -
Matka Boska się śniła
płakała
jak we mszy świętej
krew Twą oddzielić od ciała
z powrotem piątek
słońce umiera
nie widać
jeśli jest miłość przestań się martwić
i śmierć się przyda /Ks.Jan Twardowski/


A n k i e t a

Czy nie dziwi cię
mądra niedoskonałość
przypadek starannie przygotowany
czy nie zastanawia cię
serce nieustanne
samotność która o nic nie prosi i niczego nie obiecuje
mrówka co może przenieść
wierzby gajowiec żółty i przebiśniegi
miłość co pojawia się bez naszej wiedzy
zielony malachit co barwi powietrze
spojrzenie z nieoczekiwanej strony
kropla mleka co na tle czarnym staje się niebieska
łzy podobno osobne a zawsze ogólne
wiara starsza od najstarszych pojęć o Bogu
niepokój dobroci
opieka drzew
przyjaźń zwierząt
zwątpienie podjęte z ufnością
radość głuchoniema
prawda nareszcie prawdziwa nie posiekana na kawałki
czy umiesz przestać pisać
żeby zacząć czytać? / Ks. Jan Twardowski/


Z m a r t w i e n i e

Jezu - martwił się proboszcz -
głosisz tylko prawdę
nie wyjeżdżasz na Zachód by kupić mieszkanie
W Rosji już zmiękło a Ty wciąż w ukryciu
nie budujesz kościoła z pustaków
lecz z żywego serca
nie odkładasz na wszelki wypadek
jak Ty sobie dasz radę w życiu /ks.Jan Twardowski/


Z a c z e k a j

Kiedy się modlisz - musisz zaczekać
wszystko ma czas swój
widzą prorocy
trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać
nie wysłuchane w przyszłości dojrzewa
to niespełnione dopiero się staje
Pan wie już wszystko nawet pośród nocy
dokąd się mrówki nadgorliwe spieszą
miłość uwierzy przyjaźń zrozumie
nie módl się skoro czekać nie umiesz /Ks. Jan Twardowski/


S p r a w i e d l i w o ś ć

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny

Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłódło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość /Ks. Jan Twardowski/


T y l k o   d l a   d o r o s ł y c h


Ile się o Stalinie mówiło
na kocią łapę żyło
z żalu za grzechy nie wyło

zanim sumienie ruszyło / Ks. Jan Twardowski/


W s z y s t k o    i n a c z e j


Bo Pan Bóg jest tak jasny że nic nie tłumaczy
bo wiedzieć wszystko to nic nie wyjaśniać
stąd cierpienie po prostu nie wiadomo po co
tak od razu bez sensu że całkiem prawdziwe
wszystkie łzy jak prosiaki chodzące po twarzy

bo miłości tak piękne że wciąż niemożliwe
choć listy po staremu i szept w białej kartce
spotkania po kolei wiodące w nieznane
szczęście co się nagle obliże jak cielę
i śmierć tak punktualna że zawsze nie w porę
choć wiadomo śmierć miłość od śmierci ocala

I jeszcze stare furtki donikąd i wszędzie
w których kiedyś czekałeś na to co nie przyszło
wyżeł co chciał ci łapę podawać na zawsze
biedronka co wróżyła że wojny nie będzie

Lecz Pan Bóg wie najlepiej - więc wszystko inaczej
czasem prośby nam spełnia żeby nas zawstydzić /Ks. Jan Twardowski/


S t o p n i o w a n i e

Pięć kropli deszcz ulewa
coś niecoś kawałek kawał
kanonik prałat zawał /Ks.Jan Twardowski/


W i e l k a    m a ł a

Szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka
szukają swiętych co wiedzą na pewno
jak daleko odbiegać od swojego ciała

a ty góry przeniosłaś
chodziłaś po morzu
choć mowiłaś wierzącym
tyle jeszcze nie wiem

- wiaro malutka /ks. Jan Twardowski/


S t w a r z a ł

Bóg stwarzał wszystko by poznawać siebie
stąd barwa biała zawsze lekka zielona spokojna
żółta pliszka bo taką i o zmroku widać
jeż na brzegu lasu dowcipne szparagi
ktoś kto umarł przed chwilą wyleciał wesoły
koniec wszystkich spraw naszych wspaniale niejasny
lwica co ogon chwali skoro nie ma grzywy
nietoperz co składa skrzydła i opada szybko
zając co się odbija tylnymi nogami
księżyc jak rencista co wyszedł się martwić
Gwiazda Polarna co wskazuje biegun
ogromna kula ziemska i świat nieokrągły
jaskinie latem zimne widzenie pod wodą
i czas najważniejszy choć nie wie co będzie
miłość lub inaczej wszystko i daleko
żuk jak anioł swobodny bo nie policzony
kariera na początku a mięta przy końcu

Bóg stwarzał świat i poznawał,
że jest wszechwiedzący /Ks. Jan Twardowski/


S z u k a ł e m


Szukałem Boga w książkach
przez cud niedomówienia o samym sobie
przez cnoty gorące i zimne
w ciemnym oknie gdzie księżyc udaje niewinnego
a tylu pożenił głuptasów
w znajomy sposób
w ogrodzie gdzie chodził gawron czyli gapa
w polu gdzie w lipcu zboże twardnieje i żółknie
przez protekcję ascety który nie jadł
więc się modlił tylko przed zmartwieniem i po zmartwieniu
w kościele kiedy nikogo nie było

i nagle przyszedł nieoczekiwany
jak żurawiny po pierwszym mrozie
z sercem pomiędzy jedną ręką a drugą

i powiedział
dlaczego mnie szukasz
na mnie trzeba czasem poczekać / Ks, Jan Twardowski/


W y j a ś n i e n i e

Nie przyszedłem pana nawracać
zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
jestem od dawna obdarty z błyszczenia
jak bohater w zwolnionym tempie
nie będę panu wiercić dziury w brzuchu
pytając co pan sądzi o Mertonie
nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor
z czerwoną kapką na nosie
nie wypięknieję jak kaczor w październiku
nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają
nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

po prostu usiądę przy panu
i zwierzę swój sekret
że ja, ksiądz
wierzę Panu Bogu jak dziecko /Ks. Jan Twardowski/


W y z n a n i e

Zamykałem wiedzę w szufladkach
wymieniałem pajęczaki stawonogi i kręgowce
myliłem na niebie gwiazdę pierwszą z ostatnią
nie rozumiejąc kamieni - nazywałem
notowałem w zeszycie spostrzeżenia
wiedziałem że kiedy przylecą drozdy i żółte pliszki
można już spać przy otwartym oknie -
że po wilgach i derkaczach przychodzi pierwsza burza
że słonka wędruje tylko w nocy a wyżeł ma brwi nad oczami
poznawałem głuszca po zielonej piersi
zimorodka po czerwonych nogach
dostrzegłem że wiewiórka jest od spodu biała
że czajki kładą dzioby na ziemi
że kwiaty zapylane nocą nie sa nigdy ciemne
że w maju kwitną rośliny niskie a w czerwcu wysokie
mówiono że można szukać prawdopodobieństwa i utracić prawdę
że prac doktorskich teraz się nie czyta tylko się je liczy
że króla najłatwiej uwieść ale trudno się do niego dopchać
że więcej jest dowodów na istnienie Pana Boga
niż na istnienie człowieka
że piekło to po prostu życie bez sensu
czytałem na cmentarzu: "Tu leży Maria Dymek, ducha oddała Bogu,
ziemi - ciało, jezuitom - domek. Dobrze się stało"
Chwytałem się jeszcze teologii za rękę
pytałem czy anioł spowiadający byłby do zniesienia
dzieliłem grzechy na śmiertelne to znaczy ciche i lekkie
- inaczej hałaśliwe
podglądałem czystość po obu stronach śniegu
wreszcie wzruszyłem ramionami: przecież wszystkie słowa sprawiają
że się widzi tylko połowę /Ks. Jan Twardowski/


T a k i   m a ł y

Grudzień choinka
osioł zaszczycony
wół zarozumiały
tylko Bóg się nie wstydzi
że jest taki mały /Ks. Jan Twardowski/


R a c h u n e k   d l a   d o r o s ł e g o

Jak daleko odszedłeś
od prostego kubka z jednym uchem
od starego stołu ze zwykłą ceratą
od wzruszenia nie na niby
od sensu
od podziwu nad światem
od tego co nagie a nie rozebrane
od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
od tajemnicy nie wykładanej na talerz
od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał
od pacierza
od Polski z raną

ty stary koniu /Ks. Jan Twardowski/


K t ó r y

Który stworzyłeś
pasikonika jak szmaragd z oczami na przednich nogach
czerwoną trajkotkę z wąsami na głowie
bociana gimnastykującego się na łące
kruka niosącego brodę z dłuższych piór
barana znającego tylko drugą literę łacińskiego alfabetu
kolibra lecącego tyłem
słonia wstydzącego się umierać może dlatego że taki duży
osła aż tak miłego że głupiego
kowalika chodzącego do góry ogonem
zresztą wszystkich co nie wiedzą dlaczego ale wiedzą jak
kanciaste orzeszki buku co pękają tylko na czworo
anioła po nieobecnej stronie - bez własnego pogrzebu z braku ciała
żabę grającą jak nakręcony budzik
nieśmiertelniki więdnące - więc prawidłowe i nieprawdziwe
dyskretną rozpacz jak pogodne krakanie
logiczną formułkę nad przepaścią
niezawinioną winę
psiaka z półopadniętym uchem
łzę jak skrócony rachunek
chyba jeszcze nie powstał na serio świat
jeszcze trwa Twój uśmiech niedokończony /Ks.Jan Twardowski/


N i c

Jakie to dziwne
tak bolało
nie chciało się żyć
a teraz takie nieważne
niemądre
jak nic /Ks. Jan Twardowski/


P o c z e k a j

Nie wierzysz - mówiła miłość
w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
że zanudzisz talentem
że z dwojga złego można wybrać trzecie
w życie bez pieniędzy
w to że przepiórka żyje pojedynczo
w zdartą korę czeremchy co pachnie migdałem
w zmarłą co żywa pojawia się we śnie
w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku
w najlepsze najgorsze
w każdego łosia co ma żonę klępę
w dziewczynkę z zapałkami
w niebo i piekło
w diabła i Pana Boga
w mieszkanie za rok

Poczekaj jak cię rąbnę
to we wszystko uwierzysz /Ks. Jan Twardowski/


N i e   t y l k o   m y

Czytamy - Bóg tak umiłował świat...
a więc nie tylko ludzi
ale i pliszkę
odymioną pszczołę
jeża eleganta wprost spod igły
nawet muła ni to ni owo
bo arii to koń ani osioł
(żal że go człowiek stwarzał
żyje jak kawaler co się nie rozmnaża)
gruszę co kwitnie zaraz przed jabłonią
liście konwalii prawie bez ogonka
cielę co za matką się wlecze

a my tak czulimy się do Boga
jakby On miał nas tylko kochać na świecie /Ks. Jan Twardowski/


P o k o r n y

Bóg wszechmogący a taki pokorny
wszędzie jest a nigdzie nie widać
trzyma się krzyża rękami obiema
czysty bo wszystko mając nic dla siebie nie ma
słucha cierpliwie że już się nie przyda

tylko Wszechmogący może być tak mały
jeszcze mówią Mu na złość
że ma Syna Żyda /Ks. Jan Twardowski/


P r o s t u j e

nie wiem co było nie wiem co się stało
wstyd mnie ogarnął
od łez w oczach ciemniej
i tyle grzechów razem zapłakało
jakby Bóg zstąpił
i ukrył się we mnie

potem już tylko pacierz
co prostuje wiarę
dziecko co tak kocha
że nic nie rozumie /Ks. Jan Twardowski/


N i e    w i a d o m o   k o m u

daj się modlić nie wiedząc za kogo i o co
bo Ty wiesz najlepiej czego nam potrzeba
kto ma dzisiaj wyzdrowieć
a kogo ma stuknąć śmierć
lub inaczej piorun sympatyczny
komu zabrać masz urząd by przywrócić rozum
droga nie zna swej drogi
kwiat o sobie nie wie
słowik nie narzeka że nie sypia nocą
gęś się nawet nie dziwi że ma oczy z boku
stara małpa nie zgadnie czemu nie siwieje
święty śnieg bo spada nie wiadomo komu
święte to co przychodzi wciąż wbrew naszej woli /Ks. Jan Twardowski/


N a u c z   s i ę   d z i w i ć

Naucz się dziwić w kościele,
że Hostia Najświętsza tak mała,
że w dłonie by ją schowała
najniższa dziewczynka w bieli,

a rzesza przed nią upada,
rozpłacze się, spowiada -

że chłopcy z językami czarnymi od jagód
na złość babciom wlatują półnago -
w kościoła drzwiach uchylonych
milkną jak gawrony,
bo ich kościół zadziwia powagą

I pomyśl - jakie to dziwne,
że Bóg miał lata dziecinne,
matkę, osiołka, Betlejem

Tyle tajemnic, dogmatów,
Judaszów, męczennic, kwiatów
i nowe wciąż nawrócenia

Że można nie mówiąc pacierzy
po prostu w Niego uwierzyć
z tego wielkiego zdziwienia /Ks. Jan Twardowski/


P r o s z ę   o   w i a r ę

Stukam do nieba
proszę o wiarę
ale nie taką z płaczem na ramieniu
taką co liczy gwiazdy a nie widzi kury
taką jak motyl na jeden dzień
ale
zawsze świeżą bo nieskończoną
taką co biegnie jak owca za matką
nie pojmuje ale rozumie
ze słów wybiera najmniejsze
nie na wszystko ma odpowiedź
i nie przewraca się do góry nogami
jeżeli kogoś szlak trafi /Ks.Jan Twardowski/


N i c   w i ę c e j

Napisał "Mój Bóg" ale przekreślił, bo przecież pomyślał
o tyle mój, o ile jestem sobkiem
napisał "Bóg ludzkości" ale nie ugryzł w język, bo przypomniał
sobie jeszcze aniołów i kamienie podobne w śniegu do królików
wreszcie napisał tylko "Bóg". Nic więcej
Jeszcze za dużo napisał /Ks. Jan Twardowski/


N i e   t a k   n i e   t a k

Moja dusza mi nie wierzy
moje serce ma co do mnie wątpliwości
mój rozum mnie nie słucha
moje zdrowie ucieka
moja młodość umarła
moje fotografie rodzinne nie żyją
mój kraj jest już inny
nawet piekło zmyliło bo zimne

nakryłem się cały żeby mnie nie było widać
ale łza wybiegła
i rozebrała się do naga /Ks. Jan Twardowski/


P o d z i ę k o w a n i e

Dziękuję Ci że nie jest wszystko tylko białe albo czarne
za to że są krowy łaciate
bladożółta psia trawka
kijanki od spodu oliwkowozielone
dzięcioły pstre z czerwoną plamą pod ogonem
pstrągi szaroniebieskie
brunatnofioletowa wilcza jagoda
złoto co się godzi z każdym kolorem i nie przyjmuje cienia
policzki piegowate
dzioby nie tylko krótkie albo długie
przecież gile mają grube a dudki krzywe
za to
że niestałość spełnia swe zadanie
i ci co tak kochają że bronią błędów
tylko my chcemy być wciąż albo albo
i jesteśmy na złość stale w kratkę /Ks. Jan Twardowski/


O MALUCHACH

Tylko maluchom nie nudziło się w czasie kazania
stale mieli coś do roboty
oswajali sterczące z ławek zdechłe parasole
z zawistnymi łapkami
klękali nad upuszczonym przez babcię futerałam
jak szczypawką
pokazywali różowy jezyk
grzeszników drapali po wąsach sznurowadeł
dziwili się, że ksiądz nosi spodnie
że ktoś zdjął koronkową rękawiczkę
i ubrał tłustą rękę w wodę święconą
liczyli pobożne nogi pań
urządzali konkurs kto podniesie szpilkę za łebek
niuchali co w mszale piszczy
pieniądze na tacę odkładali na lody
tupali na zegar z którego rozchodzą się osią minuty
wspinali się jak czyżyki na sosnach aby zobaczyć
co się dzieje w górze pomiędzy rękawem a kołnierzem
wymawiali jak fonetyk otwarte zdziwione O
kiedy ksiadz zacinał się na ambonie
- ale Jezus brał je z powagą na kolana. /Ks. Jan Twardowski/


D o   Ś w i ę t e g o    F r a n c i s z k a

Święty Franciszku patronie zoologów i ornitologów
dlaczego
żubr jęczy
jeleń beczy
lis skomli
wiewiórka pryska
kos gwiżdże
orzeł szczeka
przepiórka pili
drozd wykrzykuje
słonka chrapi
sikora dzwoni
gołąb bębni i grucha
kwiczoł piska
derkacz skrzypi
kawka plegoce
jaskółka piskocze
żuraw struka
drop ksyka
człowiek mówi śpiewa i wyje
tylko motyle mają wielkie oczy
i wciąż jeszcze tyle przeraźliwego milczenia
które nie odpowiada na pytania /Ks.Jan Twardowski/


J a k   s i ę   n a z y w a

Jak się nazywa to nie nazwane
jak się nazywa to co uderzyło
ten smutek co nie łączy a rozdziela
przyjaźń lub inaczej miłoźć niemożliwa
to co biegnie naprzeciw a było rozstaniem
wciąż najważniejsze co przechodzi mimo
przykrość byle jaka jak chłodny skurcz w piersi
ta straszna pustka co graniczy z Bogiem

to że jeśli nie wiesz dokąd iść
sama cię droga poprowadzi /Ks. Jan Twardowski/

skomentuj (0)
2004-10-31 15:22:35
***
Wielka mała

Szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka
szukają świętych co wiedzą na pewno
jak daleko odbiegać od swojego ciała

a ty góry przeniosłaś
chodziłaś po morzu
choć mówiłaś wierzącym
tyle jeszcze nie wiem

- wiaro malutka
Sprawiedliwość
Prof. Annie Świderkównie

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny

Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłódło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość
Na dobranoc

Rozgadana wiedza
wymowna poezja
przez radio Szopen mówić do mnie będzie
Całuję cię na dobranoc
mój krzyżyku niemy
bo milczy tylko prawda i nieszczęście
Boję się Twojej miłości

nie boję się dętej orkiestry przy końcu świata
biblijnego tupania
boję się Twojej miłości
że kochasz zupełnie inaczej
tak bliski i inny
jak mrówka przed niedźwiedziem
krzyże ustawiasz jak żołnierzy za wysokich
nie patrzysz moimi oczyma
może widzisz jak pszczoła
dla której białe lilie są zielononiebieskie
pytającego omijasz jak jeża na spacerze
głosisz że czystość jest oddaniem siebie
ludzi do ludzi zbliżasz
i stale uczysz odchodzić
mówisz zbyt często do żywych
umarli to wytłumaczą

boję się Twojej miłości
tej najprawdziwszej i innej
Co prosi o miłość

Bóg wszechmogący co prosi o miłość
tak wszechmogący że nie wszystko może
skoro dał wolną wolę
miłość teraz sama
wybiera po swojemu
to czyni co zechce
więc czasem wzruszenie jak szczęście przylaszczek
co się od razu na wiosnę kochają
bywa obojętność to jest sprawy trudne
głogi tak bardzo bliskie że siebie nie znają
kocha lub nie kocha - to jęk nie pytanie
więc oczy zwierząt ogromne i smutne
śpi spokojnie w gnieżdzie
szpak szpakowa szpaczek
Bóg co prosi o miłość
rozgrzeszy zrozumie
Wszechmoc wszystko potrafi
więc także zapłacze
Wszechmogący gdy kocha
najsłabszym być umie
Nie tylko my

Czytamy Bóg tak umiłował świat
a więc nie tylko ludzi
ale i pliszkę
odymioną pszczołę
jeża eleganta wprost spod igły
nawet muła ni to ni owo
bo ani to koń ani osioł
(żal, że go człowiek stwarzał
żyje jak kawaler co się nie rozmnaża)
gruszę co kwitnie zaraz pod jabłonią
liście konwalii prawie bez ogonka
cielę co za matką się wlecze

a my tak czulimy się do Boga
jakby On miał nas tylko kochać na świecie
Jest

Po wiośnie lato
po lecie jesień
po jesieni zima umiera
Co z Panem Bogiem?
Jest teraz
Jest

Bogu nie potrzeba
dowodów doktoratów też
Bogu tak jak miłości wystarczy że jest
Bliscy i oddaleni

Bo widzisz tu są tacy którzy się kochaj i
muszą się spotkać aby się ominąć bliscy i oddaleni jakby
stali w lustrze piszą do siebie
listy gorące i zimne rozchodzą się jak w
śmiechu porzucone kwiaty by nie wiedzieć
do końca czemu tak się stało są inni co
się nawet po ciemku odnajdą lecz
przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać tak czyści
i spokojni jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali lecz wad im zabrakło bliscy boją się
być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają-to znaczy już wiedzą miłości się
nie szuka jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty co nigdy nie chodzą
parami można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie nasze
drogi pocięte schodzą się z powrotem
Boże

Boże którego nie widzę
a kiedyś zobaczę
przychodzę bezrobotny
przystaję w ogonku
i proszę Cię o miłość jak o ciężką pracę

skomentuj (2)
2004-10-29 22:19:51
Śpieszmy się
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


ks. Jan Twardowski
skomentuj (27)