|
:: WIERSZE :: Ten blog jest częścią strony Moniki - http://www.life-heart.prv.pl Poniższe wiersze NIE są mojego autorstwa! Tutaj znajdziesz wiersze ks. Jana Twardowskiego czytane przez samego autora! Suplikacje O kościele Teraz Mówią Westchnienie Na Drodze Krzyżowej W okularach Który stwarzasz jagody Tak ludzka Wniebowzięcie Do świętej Tereski Kaznodzieja Do kaznodziei Dzieciństwo wiary Aniele Boży Kontakt: e-mail: monisia46@wp.pl; GG: PAMIĘTAJCIE: POD BOGIEM ŻYJEMY I WSZYSCY JESTEŚMY BRAĆMI I SIOSTRAMI - A WIĘC: KOCHAJMY SIĘ! Co za wspaniały sen! Słońce tańczy na niebie, ryby baraszkują w morzu. Wszyscy ludzie - bracia w tej samej łodzi świata. Słabi i starzy, czarni i biali, wielcy i mali, biedni i bogaci: ludzie, którzy wybrali się we wspólną podróż... Bracia na morzu świata, pod tym samym słońcem, na tym samym wietrze. Nie ma już ludzi nic nie wartych ani tych wywyższających się pań i panów. Nikt już nie będzie wyrzucony za burtę, nikt nie zostanie ciśnięty na dno łodzi, by tam umierać z głodu. Nie ma już wojen o kapitański mostek. Po pokładzie biegają rozśpiewani ludzie. Płynie łódź, nasza łódź, na której każdy czuje się u siebie. Sublikacje Boże, po stokroć święty, mocny i uśmiechnięty - iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną - kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom - teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami - dzisiaj, gdy mi tak smutno i duszno, i ciemno - uśmiechnij sie nade mną. 2006-04-01 19:58:02 [*] ![]() "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..." skomentuj (39) ![]() [*] W dniu 18.01.2006 odszedł do Domu Ojca nasz wspaniały sługa Boży i wybitny autor tej pięknej, niepowtarzalnej poezji, Ks. Jan Twardowski. skomentuj (16) ![]() *** Zmartwienie Jezu martwił się proboszcz głosisz tylko prawdę nie wyjeżdżasz na Zachód by kupić mieszkanie W Rosji już zmiękło a Ty wciąż w ukryciu nie budujesz kościoła z pustaków lecz z żywego serca nie odkładasz na wszelki wypadek jak Ty sobie dasz radę w życiu /Ks.Jan Twardowski ![]() Zmieniły się czasy nazywamy go brzydko stróżem każemy mu nas pilnować używamy jak chłopca na posyłki kto z nas mu rękę poda pożałuje że ma skrzydła za duże sumienie tak czyste że niewygodne kolor biały raczej niepraktyczny życie obce bo bez pomyłek miłość niecała --- bo bez umierania kto z nas obejmie go za szyję słuchaj --- powie --- zmieniły się czasy teraz ja cię przed światem ukryję ![]() Anioł są takie chwile kiedy się odchodzi od Aniołów Stróżów nawet Cherubinów od tych co wysoko od tych co w pobliżu ---do Jezusa człowieka niziutko na ziemi Anioł nie zrozumie nie wisiał na krzyżu i miłość zna łatwą skoro nie ma ciała ![]() Anioł poważny i niepoważne pytania Czy zostałeś aniołem dopiero po dłuższym namyśle czy zamiast palca serdecznego masz tylko wskazujący czy spowiadasz tylko z grzechów ciężkich bo lekkie trudno udźwignąć czy klaszczesz w dłonie patrząc na konanie jak na sytuację przedbramkową czy nigdy nie płaczesz, żeby się nigdy nie uśmiechać czy umiesz uważnie bez powodu słuchać czy nie przytulasz się żeby odejść czy nie tęsknisz za ciałem za ludzkim uśmiechem za dłońmi złożonymi w kominek za ziębą co we wrześniu opuszcza ogrody za źrebakiem zamykającym powieki za chrząszczem o nogach żółtoczerwonych za każdą sekundę zawsze ostatnią za tym co nietrwałe i dlatego cenne ![]() Bezdzietny Anioł Właśnie wtedy kiedyś pomyślałem że papugi żyją dłużej że jesteś okrutnie mały niepotrzebny jak kominek na niby w stołowym pokoju jak bezdzietny anioł lekki jak 20 groszy reszty drugorzędne genialny kiedy obłożyłeś się książkami jak człowiek chory nie wierząc w to że z niewiary powstaje nowa wiara że ci co odeszli jeszcze raz cię porzucą święty i pełen pomyłek właśnie wtedy wybrał ciebie ktoś większy niż ty sam który stworzył świat tak dobry że niedoskonały i ciebie tak niedoskonałego że dobrego ![]() Boję się Twojej miłości Nie boję się dętej orkiestry przy końcu świata biblijnego tupania boję się Twojej miłości że kochasz zupełnie inaczej tak bliski i inny jak mrówka przed niedźwiedziem krzyże ustawiasz jak żołnierzy na wysokich nie patrzysz moimi oczyma może widzisz jak pszczoła dla której białe lilie są zielononiebieskie pytającego omijasz jak jeża na spacerze głosisz że czystość jest oddaniem siebie ludzi do ludzi zbliżasz i stale uczysz odchodzić mówisz zbyt często do żywych umarli to wytłumaczą ![]() Antologia Chodzą na około mnie na wysokich obcasach metafor cieniutkimi łzami piszczą na moich obrazach przynoszą na wyciągniętych dłoniach lirykę jak kurczaka potem nawet na maszynie do pisania klękają oczami Proszę o prozę żebyście sami nie darli się za włosy nie podawali miłości jak jeża w cierpieniu mówili dobranoc nie nakładali tłumika na serce tak zastraszeni że niemoralni żebym nie marzła w antologii wierszy o sobie ![]() Bóg czyta Bóg czyta wiersze na śmierć zapomniane od razu ważne nie prosząc nikogo jak bocian co wpadł na pomysł by pozostać sobą tak bliskie że nie drukowane takie co nie chciały podobać się sobie jak dziób co miał zapiać lecz schował się w rowie nie miały szczęścia ni siły przebicia umiały tylko kochać uciekając z życia niemodne jak Kopciuszek z poluchem w popiele to co nowe najszybciej się zawsze starzeje niewystrojone jak praszczur od święta tak zapomniane, że Pan Bóg pamięta ![]() Być nie zauważonym Być nie zauważonym by spotkać się z Tobą nie czytanym zbytecznym właśnie byle jakim przekreślonym do końca nonszalancją ręki aromatem nie mocnym jeszcze nie poznanym tuż pomiędzy goździkiem pieprzem i migdałem fotografią nieważną bo niedokąpaną liryzmem co się siebie coraz więcej wstydzi książką którą się kładzie wciąż jedną na drugiej jabłkiem po gruszce zawsze trochę kwaśnym rakiem trzymanym w koszu z pokrzywami włosami co odchodzą jak myszy po cichu szczygłem co chciał przyfrunąć lecz umarł wysoko z ogonem tak leciutkim że ponad rozpaczą biedronką zapomnianą gdy przechodzą żuki świętym któremu w czas remontu utrącono głowę ![]() Byłaś Byłaś taka zwyczajna rozbawione włosy w ogrodzie nad porzeczką z jednym listkiem twarz nic o tym nie wiedziałaś i ja nie wiedziałem że można się tak widzieć już ostatni raz leciutki wierszyk a pomieścił rozstanie jak kosteczki śmierci ![]() Na dobranoc Rozgadana wiedza wymowna poezja przez radio Szopen mówić do mnie będzie całuję cię na dobranoc mój krzyżyku niemy bo milczy tylko prawda i nieszczęście ![]() Modlitwa Święta Dziewczynko z Zapałkami chroń nas przed staruchami co płaczą, że wszędzie zło martwią się, że nas okłamują nie mówiąc nam o tym a nas cieszy pole różowe kiedy wschodzi zboże nagietek który przekwita w październiku pszczoły dokładnie złote leszczyna co wydaje jednocześnie kwiaty i orzechy spotykamy się z Matką Boską w ogrodzie żyjemy z kundlem na co dzień czujemy niewidzialne ręce widzimy dalej i więcej ![]() Modlitwa Jezu Frasobliwy na przekór wszystkim bez parasola na deszczu z gołymi kolanami słaby bo bezstronny nieśmiały jakbyś debiutował wierszem z prośbą o prostotę samotny bo spokrewniony ze światem pewnie martwią Cię ludzie którzy są jak katechizm na każde pytanie muszą mieć koniecznie odpowiedz ![]() Modlitwa Któryś się modlił bo było Ci za ciasno w pacierzu któryś rozgrzeszył Magdalenę nie słuchając jej grzechów tylko łez któryś nie tłumaczył do końca cierpienia który wygadanym kaznodziejom kładziesz do ust gąbkę ciszy odsłaniasz czas jak piękno któryś widział na audiencji w Betlejem trzech monarchów na klepisku ziemi jak trzy złote placki który masz więcej niż pięć ran który się nie gniewasz na ceremonie niewiary Proszę Cię o kryjówkę w cienkim kąciku Twych ludzkich rąk przed zgrają formuł ![]() Naucz się dziwić Naucz się dziwić w kościele, że Hostia Najświętsza tak mała, że w dłonie by ją schowała najniższa dziewczynka w bieli, a rzesza przed nią upada, rozpłacze się, spowiada--- że chłopcy z językami czarnymi od jagód--- na złość babciom wlatują półnago--- w kościoła drzwiach uchylonych milkną jak gawrony, bo ich kościół zadziwia powagą I pomyśl--- jakie to dziwne, że Bóg miał lata dziecinne, matkę, osiołka, Betlejem Tyle tajemnic, dogmatów, Judaszów, męczennic, kwiatów i nowe wciąż nawrócenia Że można nie mówiąc pacierzy po prostu w Niego uwierzyć z tego wielkiego zdziwienia ![]() Nie rozdzielaj Miłość i samotność wzięły się pod ręce jak siostry idą noga w nogę nie rozdzielaj ich nie szarp. Łapy przy sobie miłość bez samotności byłaby nieprawdą samotność bez miłości rozpaczą stała Matka pod krzyżem jak pod srebrnym obrazem nie minęły trafiły do niej też przyszły razem Chodzi księżyc jak morał albo osioł po niebie jeśli były gdzie indziej to i przyjdą do ciebie ![]() Nie martw się Nie martw się że się Kościół przewróci że znów grzesznik dłubie dziurę w niebie magistrze, doktorze, głuptasku nie martw się o Boga ale o siebie ![]() Nie tylko my Czytamy --- Bóg umiłował świat.... a więc nie tylko ludzi ale i pliszkę odymioną pszczołę jeża eleganta wprost spod igły nawet muła ni to ni owo bo ani to koń ani osioł ( żal że go człowiek stwarzał żyje jak kawaler co się nie rozmnaża ) gruszę co kwitnie zaraz przed jabłonią liście konwalii prawie bez ogonka cielę co za matką się wlecze a my tak czulimy się do Boga jakby on miał nas tylko kochać na świecie ![]() O nawróceniu Więc tyle razy musiałem stawać na uszach w konfesjonale biegać po ambonie rękami na rekolekcjach błyszczeć jak koński ząb bębnić w kociołek sumienia żebyś po prostu zrozumiał bez mojej dłoni wsuwającej się pod ramię---- przy lampie czerwonej jak marchew na stole przy zegarze ogryzającym nas po trochu lecz systematycznie nad własnym grzechem --- jak dokładnie załataną dziurą ![]() O nieobecnych Myślała że został już tylko na fotografii z twarzą bez oddechu Tymczasem w każdej chwili kiedy zapalała światło nakrywała do stołu w świecie tak małym w którym jest już wszystko wiedząc że zmęczenie jest przynajmniej połową miłości że kochać --- to nie znaczy iść w swą własną drogę nieefektowna jak zielona cyranka bez połysku wytrwała jak chory z urojenia który ma w końcu rację kiedy odkrywała że można się modlić mając tylko czyste sumienie kiedy odchodziła żeby wrócić z sercem nie skróconym przez oszczędność tak znikoma że prawdziwa sama na wspólnej drodze po obu stronach wiary Tłumaczył że wieczność jest tylko jedna że już są razem chociaż się nie widzą że miałby ochotę nagadać jej serdecznie choćby w przedpokoju ciepłym od ubrań przecież tylko nieobecni są najbliżej. ![]() Oda do rozpaczy Biedna rozpaczy uczciwy potworze strasznie ci tu dokuczają moraliści podstawiają nogę asceci kopią święci uciekają jak od jasnej cholery lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła nazywają cię grzechem a przecież bez ciebie byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz wpadałbym w cielęcy zachwyt nieludzki okropny jak sztuka bez człowieka niedorosły przed śmiercią sam obok siebie ![]() Odpowiedzi Czy stworzyłeś serce przez grubszą pomyłkę czy dajesz miłość żeby ją odebrać czy kochających od nas oddalasz na zawsze czy to co rozłącza nie łączy czy to co dzieli nie każe się spotkać czy nie odchodzimy by być już naprawdę gdzie trwałość i kruchość mówią o wieczności gdzie rzeki wracają z chmur gdzie niebo niesie pompę i może nie wysycha skomentuj (1) ![]() Nagroda Przyszła rozpacz przeprosić że jest rozpaczą - Najdroższa - mówię do niej za co przepraszasz za co Dobroć nagrodą za smutek pies ranę wyliże od rozpaczy do wiary najbliżej. Wiara i nadzieja są cnotami bliźniaczymi. Nadzieja nie jest "matką głupich", ale wtajemniczeniem mądrych. Wiara podaje ręce nadziei, nadzieja podaje ręce wierze. Kiedy łamią się ludzkie plany, pamiętajmy, że właśnie wtedy ma w nas dojrzewać wiara, nadprzyrodzona siostra nadziei. skomentuj (3) ![]() *** Ten, kto się modli - wypełnia pustkę braku modlitwy. Ten, kto nie odrzuca cierpienia - wypełnia pustkę po odrzuceniu cierpienia. Ten, kto żyje nadzieją - wypełnia pustkę rozpaczy, która jest w świecie. Aby żyć, człowiek musi kochać i wiedzieć, ze jest kochany. To miłość wypełnia nas nadzieją, a nadzieja pozwala żyć miłością. skomentuj (1) ![]() Większa mniejsza Niech się twój nos nie krzywi otworzą się oczy w lewym uchu zadzwoni bo to dobrze wróży niech się twoje usta do nas roześmieją większa niż hipopotam najmniejsza nadziejo W górę serca! Ale nie nad rozum. skomentuj (3) ![]() *** Wiersze o nadziei, miłości i wierze są jak lilie cięte a tak długo świeże. skomentuj (2) ![]() *** Święty Jerzy na koniu z ciupagą w góralskim kożuchu podnieś chuderlaków na duchu. skomentuj (2) ![]() *** Jeśli Bóg daje nam do wykonania wielkie zadanie, to po ciemku zapala światła, znaki swojej Opatrzności. skomentuj (0) ![]() *** Człowiek, który ma proste serce, może mieć swoje ambicje, pragnienia przyjaźni, miłości, ale jeśli wszystko mu się zawala, nie rozpacza, bo buduje na Bogu. Merton powiedział, że tym, co komplikuje życie, jest wielorakość naszych dążeń. Człowiek, który ma jedno dążenie, widzi przede wszystkim Boga. Takie spojrzenie ogromnie ułatwia życie. skomentuj (1) ![]() *** Nadzieja - to jest czas. Jeżeli człowiek coś robi - ma czas, ma jeszcze nadzieję. Jeśli mamy minutę czasu, można jeszcze spotkać się z Bogiem. skomentuj (0) ![]() *** Świętego Tadeusza Judę uznajemy za patrona od spraw beznadziejnych. Co to znaczy? Jest to patron nadziei chrześcijańskiej głoszącej, że dla człowieka naprawdę wierzącego i opierającego się na Bogu nigdy nie ma sprawy beznadziejnej dla jego duszy. skomentuj (0) ![]() *** Dla człowieka wierzącego nie ma spraw beznadziejnych. Skoro jest Pan Jezus, nigdy nie można powiedzieć: jestem w bezbadziejnej sytuacji. Jakie to szczęście być nawet podrzutkiem Boga, spadającym z góry na dół, może w rozpaczy, ale w zaufaniu, że pomoże. skomentuj (0) ![]() Na ręce Nazywają cię brzydulą uciekają w te pędy po kolei biorę ciebie na ręce jak królika na szczęście śmierci - chwilo największej nadziei. Nadzieja - to czas bez pożegnań Mamy modlić się o moc wytrwania w powołaniu, w wierze nie tylko w Boga, ale i w to, że to jest dobre, co Bóg dla mnie czyni. Mamy modlić się o moc prawdziwej nadziei, że spełni się nie tylko to, czego spodziewam się dla siebie, ale że spełni się to, czego się w ogóle nie spodziewam, a Bóg tego chce. "Kto prosi, otrzymuje" (Łk 11, 10) A Bóg nie daje byle czego. Nie jest bożkiem, który ma nas obsypywać powodzeniem ziemskim. Bóg daje to, co boskie i dla nas najważniejsze. Nie zrażajmy się tym, że czasem otrzymujemy nie to, o co prosiliśmy. Zawsze otrzymujemy więcej i Bóg lepiej wie, co nam dać. Wszystko otrzymujemy wtedy, kiedy wszystkiego się wyrzekamy, przede wszystkim samych siebie. Jeśli ktoś odpuszcza swoje własne pragnienia, wtedy może od Boga otrzymać radość, o jakiej nigdy nie marzył. Dary Opatrzności Bożej czasem przychodzą punktualnie na pięć minut przed dwunastą. skomentuj (0) ![]() Radość Marudzą że samotność dziura nie ma nikogo Komunia święta to miejsce gdzie można spotkać się z Tobą Matka Najświętsza jest nadzieją w najgorszych ciemnościach. Jest światłem Bożej Opatrzności, podarunkiem od samego Boga. Jest takie powiedzenie arabskie: "gdzie Bóg nie może być, tam posyła ludzką matkę". Jezus dał nadzieję ludziom słabym, ze słabą ludzką naturą: otworzył drogę do nieba, gdzie wstąpił jako Człowiek. Aby dostać się do nieba, trzeba na ziemi trzymać Jezusa oburącz i iść za Nim. Mamy nadzieję na miejsce w niebie, które Jezus wywalczył człowiekowi krwią własnych ran. Ta świadomość pozwala z pogodą spojrzeć na śmierć - chwilę spotkania z Bogiem w niebie. Nadzieja chrześciańska nie jest spokojną wyspą, ale jest walką o nadzieję, ciągłym zmaganiem się ze smutkiem, przygnębieniem, rozpaczą. Jest ciągłą walką z pesymizmem, który każe opuszczać ręce, walką z dramatem przemijania. Człowiek stale musi walczyć, by mieć nadzieję. Ciągła walka o nadzieję jest naszą nadzieją, króra w nas dojrzewa. Ewangelia jest nadzieją przeciw rozpaczy i takie bym chciał pisać wiersze. Takie wiersze są potrzebne w dzisiejszym świecie. Być zbawionym znaczy po pierwsze: być uratowanym od rozpaczy, widzieć sens cierpienia i śmierci; po drugie: chcieć żyć życiem Boga na ziemi, tak jak kiedyś potem w niebie, zyciem Kogoś, kto zyje z miłości i budzi nadzieję, że jesteśmy dziećmi Boga. /Ks. Jan Twardowski/ skomentuj (0) ![]() *** Do wyrazu "cierpliwość" podobny jest wyraz "cierpienie". Cierpliwość kosztuje. Człowiek nieraz cierpi dlatego, że jest cierpliwy. Jak ważna jest jednak cierpliwość pracy nad sobą, ciągle odnawianie swojego sumienia wysiłek wypełniania obietnic danych Bogu. Cierpliwość jest owocem Ducha Świętego. Ma dwa znaczenia: umiejętność znoszenia cierpienia albo ufność pokładana Bogu. Nadzieja to cierpliwość czekania na to, że spełnią się wszystkie Boże obietnice. Nadzieja to cierpliwość czekania na to, że spełnią się wszystkie Boże obietnice. W każdej chwili możemy dostrzec tajemnicę własnego życia. Prawdziwe pocieszenie odnajduje ten, kto rozumie, ze to, co w oczach ludzkich jest nieszczęściem, czego człowiek boi się i przed czym ucieka, w istocie jest przejawem miłości Bożej i zbliża nas do Niego samego. Pocieszony odnajduje sens w trudnnościach. Zaczyna rozumieć, to co znaczy poznać smak radości w cierpieniu. Odnajduje nie zdrowie, ale Boga w upokorzeniu i w chorobie. Jeżeli będę czynić to, czego Bóg ode mnie oczekuje, mogę mieć nadzieję, że mnie nie opuści, choćby mnie skrzywdzono i prześladowano dla sprawiedliwości. Mogę mieć całkowitą pewność, że Bóg bedzie zawsze ze mną i nigdy mnie nie zawiedzie. Naszym największym życzeniem powinno być jedno - aby więcej liczyć na samego Jezusa, który jest naszą jedyną nadzieją, zwłaszcza wtedy, kiedy nie udają się ludzkie życzenia. Mówimy, ze Jezus jest Miłością. Wielkanoc pokazuje, ze Jezus jest przede wszystkim Nadzieją. Zawiodą ludzkie nadzieje, obliczenia, rachuby i kalkulacje, które nieraz zabawnie chodzą na cienkich nóżkach jak małe wielkanocne kurczaki. Jedynie Chrystus po swojemu wszystko obliczył i przemyślał. Optymizm może nie dostrzegać zła. Często optymista lekceważy zło. Jezus zszedł na dno zła i nie załamał się. Zmartwychwstał. Ufający Bogu to ktoś więcej niż optymista. Zaufanie Bogu daje pogodę ducha, która przychodzi po cierpieniach. Jeżeli człowiek ożywi w sobie myśl, że Bóg jest z nim, inaczej spojrzy na świat. Będzie to dla niego źródłem nadziei. Pokładać nadzieję w samym Bogu to zrozumieć, ze On pragnie mego dobra nawet wtedy, kiedy będę chory, porzucony i opuszczony. Nie jestem bezpański. Czuwa nade mną Ten, który prowadzi mnie za rękę. Chciałbym tak żyć, by nie tyle być optymistą, co całkowicie mieć nadzieję w Bogu. Jemu całkowicie zaufać. Optymistą może być także człowiek niewierzący, który nie w Bogu pokłada zaufanie. skomentuj (2) ![]() Święta Katarzyna O Katarzyno święta w dniu Twych imienin dziewczęta wosk leją, od wieków wróżą dobrze się w niebie postaraj by każda tęga cienka duża średnia mała miała męża górala skomentuj (0) ![]() *** Całe życie czeka się na chwilę. skomentuj (0) ![]() *** Ten, kto żyje nadzieją - żyje oczekiwaniem. skomentuj (0) ![]() Pociecha Smutek miłość niewzajemna odmowa czarne polewki pocieszy rzodkiew rzadka najbliższa siostra rzodkiewki Nadzieja jest zawsze większa od nas, zawsze nas przerasta. Wtedy, kiedy załamują się nasze ludzkie plany, kiedy czujemy się przegrani, wtedy ma dojrzewać w nas nadprzyrodzona cnota nadziei - mamy zacząć pokładać nadzieję w samym Bogu, w Nim szukać sensu naszego cierpienia, niepowodzenia, rozstania. Jezus polecił "Czuwajcie i módlcie się". W czuwaniu kryje się ostrzeżenie i nadzieja. Ostrożność, żebym nie przegapił czegoś ważnego dla siebie; nadzieja: Bóg nawet o zmierzchu mojego życia może się mną posłużyć Miłość światło zapala nadzieja uczy czekać pomaleńku "Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie" (Ł.K 6.9) Bardzo chcemy je ocalić, żeby się nie przeziębić, nie zarazić, nie przepracować. A trzeba trwać w tym wszystkim, co nas otacza, trwać z wiarą w Boga, a na wszystkie kłopoty, cierpienia upokorzenia, to, co nas zabija od wewnątrz i tak nas nieraz męczy, patrzeć jak na bóle porodowe, w czasie których rodzi się nowe życie - najwartościowe życie z Bogiem. skomentuj (0) ![]() Ochroniarz Uśmiech to obowiązek chrześciański chyba inaczej to anioł ochroniarz co wyciąga za prawą i lewą nogawkę z rozpaczy. skomentuj (0) ![]() Smutek Od małpy gorsza małpa która się rozpłacze od kruka - taki co na księdza kracze od rozpaczy gorszy smutku cichy kotek co nawet wszystkim świętym popsuje robote Najgorszą rzeczą jest utrata nadziei, gdyż wówczas pozwalamy całkowicie owładnąć się złu, niemocy. Nie dostrzegamy i nie czujemy, ile dobra oraz miłości ciągle w nas pozostaje. Stajemy się ślepi na miłość i jej przejawy ze strony innych, a przede wszystkim na największą Miłość, czyli Boga. Brak nadziei powoduje zwrócenie się całkowicie ku sobie, ale jednocześnie budzi bardzo mocno odczucie własnej słabości i niewystarczalności. skomentuj (1) ![]() O świętej Cecyli Niewidoma święta Cecylio nie ma rozpaczy jest muzyka co po ciemku Boga zobaczy Jeśli jest noc musi być dzień jeśli jest łza uśmiech jak źle to i Bóg jest na pewno. Merton pisał, ze rozpacz może podać rękę nadziei. Na granicy rozpaczy można spotkać się z nadzieją. Gdy wszystko zawiedzie, ludzkie rachuby przewracają się, można liczyć tylko na Boga - On jeden podnosi z najgorszego upadku. I ten najgorszy upadek może stać się naszym zwycięstwem. Zapytałem kiedyś, jak dzieci rozumieją zdanie "Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno". -Że trzeba wyskoczyć oknem na zbitą głowę! Grzechy przeciwko nadziei są tak ciężkie jak przeciw miłości Nie mów miłość bo to za dużo nie mów rozpacz bo to za mało skomentuj (0) ![]() *** Nieraz wydaje się, że nadzieja jest łatwą optymistką, patrzącą na świat przez różowe okulary. Tymczasem nadzieja jest także dramatem, ciągłą walką pomiędzy budowaniem na samym sobie, na swoich obliczeniach i pomysłach, a budowaniem na miłosierdziu Pana Boga. Zwykle mówimy o optymizmie, ale optymizm jest płytką nadzieją na to, że "wszystko będzie lepiej". Spokój wiary jest nadzieją nieporównywalną, bo opartą na bezgranicznym zaufaniu Bogu., który sam najmądrzej kieruje naszym przeznaczniem, choćby było dotknięte ciężkim doświadczeniem. Wydaje się, że w potocznym rozumieniu nie wiemy, co to jest nadzieja. Czym jest nadzieja? Najczęściej nie tym, za co ją uważamy. Często kojarzy się z nią tęsknota, pragnienie, marzenie o szczęściu, wyjeździe za granicę, skończeniu studiów. Taka nadzieja jest trochę niepewnością. Nadzieja chrześcijańska jest pewnością, że ubodzy prześladowani, cierpiący dla Boga będą wynagrodzeni. "Bliskie jest królestwo niebieskie" zapewnia Jezus. Blisko jest Bóg niebieski, pogodny. Ten, który może nam dać radość prawdziwą, wolność wewnętrzną, rozgrzeszenie, światło, które przenika nawet przez to, co najbardziej boli. skomentuj (0) ![]() *** Nie ma sytuacji bez wyjścia kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno skomentuj (0) ![]() *** Nadzieja uczy czekać / Ks. Jan Twardowski skomentuj (0) ![]() *** KIEDY MÓWISZ Nie płacz w liście nie pisz że los ciebie kopnął nie ma sytuacji bez wyjścia kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno odetchnij popatrz spadają z obłoków małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz /ks.Jan Twardowski/ ![]() ODESZŁA Czy miłość co odeszła raz jeszcze powróci czy przejdzie przez pokój jak pies oswojony na dzień dobry niedobry potrąci nas nosem przypomni stare listy czy Boga przeprosi że przyszła jak dama odeszła jak chamka /ks.Jan Twardowski/ ![]() JEŚLI NIE DO KOŃCA Jeżeli kochasz tydzień dwa miesiące nawet przez pięć lat i pisząc "Wisienko kochana wyję prosto do ciebie jak jamnik od rana" cierpliwy jak baranek co na klęczkach swoją matkę ssie Kto do końca nie kocha ten odchodzi paskudny i wszystko źle /Ks.Jan Twardowski/ ![]() POCZEKAJ Nie wierzysz - mówiła miłość w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz że zanudzisz talentem że z dwojga złego można wybrać trzecie w życie bez pieniędzy w to że przepiórka żyje pojedynczo w zdartą korę czeremchy co pachnie migdałem w zmarłą co żywa pojawia się we śnie w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku w najlepsze najgorsze w każdego łosia co ma żonę klępę w dziewczynkę z zapałkami w niebo i w piekło w diabła i Pana Boga w mieszkanie za rok Poczekaj jak cię rąbnę to we wszystko uwierzysz /ks.Jan Twardowski/ ![]() ABY SIĘ STAŁO Gwiazdy by ciemniej było smutek by stale dreptał oczy po prostu by kochać choć z zamkniętymi oczami wiara by czasem nie wierzyć rozpacz by więcej wiedzieć i jeszcze ból by nie myśleć tylko z innymi przetrwać koniec by nigdy nie kończyć czas by utracić bliskich łzy by chodziły parami śmierć aby wszystko się stało pomiędzy światem a nami /ks.Jan Twardowski/ ![]() ZANIM PRZYSZŁA Gdy mamut mruczał w raju pięć słoni straszyło wielkie oczy i cztery skrzydła ważki wiatr nieśmiały a podrywał drzewa kiedy jeszcze ziemskiej miłości nie było nikt nie mówił kocham a potem - zabij mnie lecz nie nudź jak spokojnie spał Adam zanim przyszła Ewa /Ks.Jan Twardowski/ ![]() DLACZEGO Nie wierzysz w siebie większego od siebie w śmierć mniejszą od śmierci w to że można zachorować na grzech w to że samotność jest zła jeżeli się przed nią ucieka w to ze czas krzyczy na całe gardło ale go nie słyszysz albo udajesz Greka siedzisz smutny jak Stańczyk w Hołdzie pruskim oparty na flecie nie wierzysz w nic ale dlaczego się boisz / ks.Jan Twardowski/ ![]() DZIĘKUJĘ Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu za to że nie jest całym człowiek pojedynczy za oczy nagle bliskie i niebezimienne za głos niedawno obcy a teraz znajomy za to że nie ma czasu by pisać list krótki więc dlatego się pisze same tylko długie choć pisanie jest po to by szkodzić piszącym a miłość wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi że nie można Cię zabić w obronie człowieka Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzać siebie za wszystko co nieważne najważniejsze za pytania tak wielkie że już nieruchome /ks.Jan Twardowski/ ![]() JESZCZE Jeszcze się trzymasz własnego szczęścia za włosy odkładasz sobie w byle garnuszku piszesz pamiętnik to znaczy stawiasz sobie pomnik dlatego powietrze karmi cię skąpo nie prowadzą niewidzialne ręce to co wielkie nie przychodzi mimo woli ból daremny - bo nie umierasz nie umiesz oddać siebie jakże masz dostać wszystko /ks. Jan Twardowski/ ![]() NA CHWILĘ Miłość na zawsze najdłuższa co miała przetrwać lat tyle śmierć burze z fiołkiem w kubeczku świnia przyszła na chwilę /ks.Jan Twardowski/ ![]() WIERNA Jest taka miłość która nie umiera choć zakochani od siebie odejdą zostanie w listach wspomnieniach pamiątkach w miłych sprzeczkach - Co było dla Adama lepiej czy Ewa na co dzień - czy jak przedtem żebro zostanie nie na niby nawet w jednym listku bzu gdy nie rozumiejąc rozumie się wszystko choćby że zmartwychwstaną najpierw dni powszednie wbrew krasce co przysiada na ziemi niechętnie zostanie przy zabawie i kasztanach w parku w szczęściu co się jak prawdziwek chowa pomiędzy śmiercią sekund na zegarku a przyszłość to przeszłość co znowu od nowa jest taka miłość która nie umiera choć zakochani uciekną od siebie porzucona jak pies samotna wierna nawet niewiernym na spacerze w niebie /Ks.Jan Twardowski/ ![]() RACHUNEK DLA DOROSŁEGO Jak daleko odszedłeś od prostego kubka z jednym uchem od starego stołu ze zwykłą ceratą od wzruszenia nie na niby od sensu od podziwu nad światem od tego co nagie a nie rozebrane od tego co za wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska od tajemnicy nie wykładanej na talerz od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał od pacierza od Polski z raną ty stary koniu /ks.Jan Twardowski/ ![]() ODA DO ROZPACZY Biedna rozpaczy uczciwy potworze strasznie ci tu dokuczają moraliści podstawiają ci nogę asceci kopią święci uciekają jak od jasnej cholery lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła nazywają cię grzechem a przecież bez ciebie byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz wpadałbym w cielęcy zachwyt nieludzki okropny jak sztuka bez człowieka niedorosły przed śmiercią sam obok siebie /ks.Jan.Twardowski/ ![]() SPRAWIEDLIWOŚĆ Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka gdyby wszyscy byli silni jak konie gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości gdyby każdy miał to samo nikt nikomu nie byłby potrzebny Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością to co mam i to czego nie mam nawet to czego nie mam komu dać zawsze jest komuś potrzebne jest noc żeby był dzień ciemno żeby świeciła gwiazda jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza modlimy się bo inni się nie modlą wierzymy bo inni nie wierzą umieramy za tych co nie chcą umierać kochamy bo innym serce wychłódło list przybliża bo innych oddala nierówni potrzebują siebie im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich i odczytywać całość /ks.Jan.Twardowski/ ![]() DZIĘKUJĘ Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu za to że nie jest całym człowiek pojedynczy za oczy nagle bliskie i niebezimienne za głos niedawno obcy a teraz znajomy za to że nie ma czasu by pisać list krótki więc dlatego się pisze same tylko długie choć pisanie jest po to by szkodzić piszącym a miłość wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi że nie można Cię zabić w obronie człowieka Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzać siebie za wszystko co nieważne najważniejsze za pytania tak wielkie że już nieruchome/ks.Jan Twardowski/ ![]() ŻAL Żal że się za mało kochało że się myślało o sobie że się już nie zdążyło że było za późno choćby się teraz biegało w przedpokoju szurało niosło serce osobne w telefonie szukało słuchałem szerszym od słowa choćby się spokorniało głupią minę stroiło jak lew na muszce choćby się chciało ostrzec że pogoda niestała bo tęcza zbyt czerwona a sól zwilgotniała choćby się chciało pomóc własną gęba podmuchać na rosół za słony wszystko już potem za mało choćby się łzy wypłakało nagie niepewne /Ks.Jan Twardowski/ ![]() MIŁO Miło się spotkać z dawną swą rozpaczą - słuchaj stara - powiedzieć - co się z tobą stało wyprzystojniałaś nie pociągasz nosem nie jesteś już jak diabeł smutny z urodzenia wyleczyły się rany wykąpały cię deszcze można jędzę pokochać gdy żyje jeszcze /ks.Jan Twardowski/ ![]() O STALE OBECNYCH Mówiła że naprawdę można kochać umarłych bo właśnie oni są uparcie obecni nie zasypiają mają okrągły czas więc się nie śpieszą spokojni ponieważ niczego nie wykończyli nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi nie połykają tak jak my przerażonego sensu nie udają ani lepszych ani gorszych nie wydajemy o nich tysiąca sądów zawsze ci sami jak olcha do końca zielona znają nawet prywatny adres Pana Boga nie deklamują o miłości ale pomagają znaleźć zgubione przedmioty nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć nie straszą pustką pełną erudycji nie łączą świętości z apetytem bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilę przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem ocalili znacznie więcej niż duszę /Ks.Jan Twardowski/ ![]() WYJAŚNIENIE Nie przyszedłem pana nawracać zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania jestem od dawna obdarty z błyszczenia jak bohater w zwolnionym tempie nie będę panu wiercić dziury w brzuchu pytając co pan sądzi o Mertonie nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor z czerwoną kapką na nosie nie wypięknieję jak kaczor w październiku nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką po prostu usiądę przy panu i zwierzę swój sekret że ja, ksiądz, wierzę Panu Bogu jak dziecko /ks.Jan Twardowski/ ![]() PRZEZROCZYSTOŚĆ Modlę się Panie żebym nie zasłaniał był byle jaki ale przezroczysty żebyś widział przeze mnie kaczkę z płaskim nosem żółtego wiesiołka który kwitnie wieczorem wciąż od początku świata cztery płatki maku serce co w liście wzruszenie rysuje (chociaż serce chuligan bo bije po ciemku) pióro co pisze krzywo kiedy ręka płacze psa co rozpoczął już wyć do sputnika mrówkę która widzi rzeczy tylko wielkie więc nawet jej przyjemnie że jest taka mała miłość jak odległość trudną do przebycia zło z którym biegnie cierpienie niewinne bliskich umarłych i nagle dalekich jakby biegali bryczką w siwe konie babcię co mówi do dziewczynki w parku kiedy będziesz dorosła jeszcze mniej zrozumiesz najkrótszą drogę co zawsze przy końcu aby już Ciebie tylko było widać /ks.Jan Twardowski/ ![]() NIEWINNA Jest taka miłość jak się patrzy razem z czcigodną Klarą poświęcona i jest bez piątej klepki niewinna ogromna modli się za zakochanych Święta Nieprzytomna /ks.Jan Twardowski/ ![]() WSZYSTKO CO DAWNE Dlaczego dom rodzinny widać choć go nie ma i lampę co zgaszono trzydzieści lat temu i psa co szczekał groźnie a chciał nas powitać wciąż rzeczywiste to co niemożliwe czemu to co nie jest chlebem ważniejsze od chleba czemu ci co odeszli są bardziej obecni i nawet dawna miłość co straszyła grzechem stroi miny zabawne bo stała się duchem miłość to samotność co łączy najbliższych stąd czyste nawet co jest zbyt gorące fotografie prawdziwe - bo już niepodobne choćbyś nie chciał stać w miejscu tylko się spieszył jak nagietki co kwitną przed dziesiątą rano czemu ból pisze wiersze nie idiotka ręka wszystko po to by pytać co nas łączy z ciałem /ks.Jan Twardowski/ skomentuj (2) ![]() *** Poezja księdza Twardowskiego Twórczość księdza Jana Twardowskiego należy do poezji o tematyce religijnej, przy czym jest to propozycja oryginalna, propagująca model wiary radosnej, bliskiej człowiekowi, w dzisiejszych czasach modna i popularna. Popularność tej poezji bierze się chyba głównie stąd, że ksiądz-poeta podaje dogmaty wiary religijnej bez patosu, bez surowości nakazów i zakazów, bez lęku, głosząc, że ma być ona pomocą i oparciem człowieka. Twórca ożywia zwłaszcza motywy franciszkańskie, głęboko zadomowione w tradycji liryki polskiej, wyraża nieustanne zadziwienie urodą świata i jego niewyobrażalnym bogactwem. Bóg u księdza występuje z ludzką twarzą, jest przyjacielem, rozumiejącym i kochającym człowieka, bliskim opiekunem, nie sędzią. Wiara jest radością życia i uśmiechem, źródłem szczęścia i umiejętności kochania świata z prostotą i szczerością. Człowiek to ukochane dziecko Boga, bywa ułomny i grzeszny, jest przywiązany do swego świata i jest to naturalne. Świat to bogactwo przyrody, zwierzęta, roślinność to wielkie dzieło Boga, które człowiek winien kochać i umieć się z nim cieszyć i z nim współistnieć. Poezję Twardowskiego cechuje afirmacja świata, prawdziwy zachwyt nad cudem, jakim jest Ziemia. "Rachunek dla dorosłego" pisany jest do człowieka, który zagubił się w świecie dążeń materialnych, gdzie podstawia się nogę, by zdobyć lepszą pozycję. Człowieka, który odszedł od zasad dzieciństwa, pacierza, "Polski z raną" (zapomina o polskiej historii). We współczesnym świecie rządzą obłuda i fałsz, człowiek jest zakłamany, jest więźniem konwenansów, nie stać go już na wyrażanie prawdziwych emocji. Drogę ocalenia człowieka, który pogrąża się coraz bardziej w chaosie i pośpiechu świata, który nie znajduje już czasu na chwilę refleksji, zadumy nad najprostszymi prawdami, widzi poeta w powrocie do natury, w umiejętności dostrzegania piękna prostych rzeczy, cieszenia się urokami przyrody. Dlatego pojawia się jego prośba do Boga w wierszu "Który stwarzasz jagody". Cały wiersz jest pochwałą dzieła Stwórcy, pochwałą prostoty świata. Ten, który stworzył delikatny urok kruchych kwiatów, pełne wdzięku zwierzątka, który pozwolił żyć wielkim niedź wiedziem i maleńkim ślimakom – oto prawdziwy Geniusz. Świat jest pełen prostoty, nie ma w nim miejsca na patos. Poeta prosi więc Boga, by zbłąkanym wskazał drogę, by natchnął wielkich poetów podziwem dla prostoty. Z podobną prośbą zwraca się do świata przyrody w wierszu "Ratunku". Poeta obawia się, że da się porwać wirowi współczesnego świata, zacznie tworzyć wiersze abstrakcyjne. Prosi więc czajki, króliki, leśne drzewa i całą przyrodę: "ratujcie mnie przed abstrakcjami". Wiersz sprawia wrażenie litanii do świata natury, przyrody. Dorosły człowiek często nie potrafi już dostrzegać drobnych przedmiotów, traci umiejętność spontaniczności i szczerości. To dzieci w wierszu "O maluchach" podczas nudnego kazania odkrywają tajemniczość świata, dostrzegają szczegóły; parasole i sznurowadła stają się dla nich interesującymi przedmiotami obserwacji. Tylko dzieci stać na szczerość i ich szczerość jest milsza Bogu niż udane zainteresowanie dorosłych. Pochwałę prostoty można odnaleźć również w wierszu "Pokaż nam". Poeta karci św. Teresę za to, iż trzyma w ręku róże, zamiast pokazywać uroki prostej przyrody. Nieodparty jest wdzięk wierszy ks. Jana Twardowskiego. Króluje w nich prostota i naturalność. Poeta przeciwstawia się pośpiechowi świata, pogoni za złudnymi wartościami, spokojną kontemplację przyrody. Nie brak w jego poezji humoru, nawet pewnej rubaszności. Ważne miejsce w tej poezji zajmuje uśmiech: "uśmiechnij się nade mną" mówi poeta do Boga w "suplikacjach", a warto też przytoczyć jego słowa: "Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy..." ![]() P o c z e k a j Nie wierzysz - mówiła miłość w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz że zanudzisz talentem że z dwojga złego można wybrać trzecie w życie bez pieniędzy w to że przepiórka żyje pojedynczo w zdartą korę czeremchy co pachnie migdałem w zmarłą co żywa pojawia się we śnie w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku w najlepsze najgorsze w każdego łosia co ma żonę klępę w dziewczynkę z zapałkami w niebo i piekło w diabła i Pana Boga w mieszkanie za rok Poczekaj jak cię rąbnę to we wszystko uwierzysz /Ks.Jan Twardowski/ ![]() W i e r s z s t a r o ś w i e c k i Pomódlmy się w Noc Betlejemską, w Noc Szczęśliwego Rozwiązania, by wszystko się nam rozplatało, węzły, konflikty, powikłania. Oby się wszystkie trudne sprawy porozkręcały jak supełki, własne ambicje i urazy zaczęły śmieszyć jak kukiełki. Oby w nas paskudne jędze pozamieniały się w owieczki, a w oczach mądre łzy stanęły jak na choince barwnej świeczki. Niech anioł podrze każdy dramat aż do rozdziału ostatniego, i niech nastraszy każdy smutek, tak jak goryla niemądrego. Aby się wszystko uprościło - było zwyczajne - proste sobie - by szpak pstrokaty, zagrypiony, fikał koziołki nam na grobie. Aby wątpiący się rozpłakał na cud czekając w swej kolejce, a Matka Boska - cichych, ufnych - na zawsze wzięła w swoje ręce. /Ks. Jan Twardowski/ ![]() J a k ż e jakże się teraz nie bać - nie trwożyć - z tylu ranami naraz na krzyż Cię złożyć - Matka Boska się śniła płakała jak we mszy świętej krew Twą oddzielić od ciała z powrotem piątek słońce umiera nie widać jeśli jest miłość przestań się martwić i śmierć się przyda /Ks.Jan Twardowski/ ![]() A n k i e t a Czy nie dziwi cię mądra niedoskonałość przypadek starannie przygotowany czy nie zastanawia cię serce nieustanne samotność która o nic nie prosi i niczego nie obiecuje mrówka co może przenieść wierzby gajowiec żółty i przebiśniegi miłość co pojawia się bez naszej wiedzy zielony malachit co barwi powietrze spojrzenie z nieoczekiwanej strony kropla mleka co na tle czarnym staje się niebieska łzy podobno osobne a zawsze ogólne wiara starsza od najstarszych pojęć o Bogu niepokój dobroci opieka drzew przyjaźń zwierząt zwątpienie podjęte z ufnością radość głuchoniema prawda nareszcie prawdziwa nie posiekana na kawałki czy umiesz przestać pisać żeby zacząć czytać? / Ks. Jan Twardowski/ ![]() Z m a r t w i e n i e Jezu - martwił się proboszcz - głosisz tylko prawdę nie wyjeżdżasz na Zachód by kupić mieszkanie W Rosji już zmiękło a Ty wciąż w ukryciu nie budujesz kościoła z pustaków lecz z żywego serca nie odkładasz na wszelki wypadek jak Ty sobie dasz radę w życiu /ks.Jan Twardowski/ ![]() Z a c z e k a j Kiedy się modlisz - musisz zaczekać wszystko ma czas swój widzą prorocy trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać nie wysłuchane w przyszłości dojrzewa to niespełnione dopiero się staje Pan wie już wszystko nawet pośród nocy dokąd się mrówki nadgorliwe spieszą miłość uwierzy przyjaźń zrozumie nie módl się skoro czekać nie umiesz /Ks. Jan Twardowski/ ![]() S p r a w i e d l i w o ś ć Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka gdyby wszyscy byli silni jak konie gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości gdyby każdy miał to samo nikt nikomu nie byłby potrzebny Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością to co mam i to czego nie mam nawet to czego nie mam komu dać zawsze jest komuś potrzebne jest noc żeby był dzień ciemno żeby świeciła gwiazda jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza modlimy się bo inni się nie modlą wierzymy bo inni nie wierzą umieramy za tych co nie chcą umierać kochamy bo innym serce wychłódło list przybliża bo inny oddala nierówni potrzebują siebie im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich i odczytywać całość /Ks. Jan Twardowski/ ![]() T y l k o d l a d o r o s ł y c h Ile się o Stalinie mówiło na kocią łapę żyło z żalu za grzechy nie wyło zanim sumienie ruszyło / Ks. Jan Twardowski/ ![]() W s z y s t k o i n a c z e j Bo Pan Bóg jest tak jasny że nic nie tłumaczy bo wiedzieć wszystko to nic nie wyjaśniać stąd cierpienie po prostu nie wiadomo po co tak od razu bez sensu że całkiem prawdziwe wszystkie łzy jak prosiaki chodzące po twarzy bo miłości tak piękne że wciąż niemożliwe choć listy po staremu i szept w białej kartce spotkania po kolei wiodące w nieznane szczęście co się nagle obliże jak cielę i śmierć tak punktualna że zawsze nie w porę choć wiadomo śmierć miłość od śmierci ocala I jeszcze stare furtki donikąd i wszędzie w których kiedyś czekałeś na to co nie przyszło wyżeł co chciał ci łapę podawać na zawsze biedronka co wróżyła że wojny nie będzie Lecz Pan Bóg wie najlepiej - więc wszystko inaczej czasem prośby nam spełnia żeby nas zawstydzić /Ks. Jan Twardowski/ ![]() S t o p n i o w a n i e Pięć kropli deszcz ulewa coś niecoś kawałek kawał kanonik prałat zawał /Ks.Jan Twardowski/ ![]() W i e l k a m a ł a Szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka szukają swiętych co wiedzą na pewno jak daleko odbiegać od swojego ciała a ty góry przeniosłaś chodziłaś po morzu choć mowiłaś wierzącym tyle jeszcze nie wiem - wiaro malutka /ks. Jan Twardowski/ ![]() S t w a r z a ł Bóg stwarzał wszystko by poznawać siebie stąd barwa biała zawsze lekka zielona spokojna żółta pliszka bo taką i o zmroku widać jeż na brzegu lasu dowcipne szparagi ktoś kto umarł przed chwilą wyleciał wesoły koniec wszystkich spraw naszych wspaniale niejasny lwica co ogon chwali skoro nie ma grzywy nietoperz co składa skrzydła i opada szybko zając co się odbija tylnymi nogami księżyc jak rencista co wyszedł się martwić Gwiazda Polarna co wskazuje biegun ogromna kula ziemska i świat nieokrągły jaskinie latem zimne widzenie pod wodą i czas najważniejszy choć nie wie co będzie miłość lub inaczej wszystko i daleko żuk jak anioł swobodny bo nie policzony kariera na początku a mięta przy końcu Bóg stwarzał świat i poznawał, że jest wszechwiedzący /Ks. Jan Twardowski/ ![]() S z u k a ł e m Szukałem Boga w książkach przez cud niedomówienia o samym sobie przez cnoty gorące i zimne w ciemnym oknie gdzie księżyc udaje niewinnego a tylu pożenił głuptasów w znajomy sposób w ogrodzie gdzie chodził gawron czyli gapa w polu gdzie w lipcu zboże twardnieje i żółknie przez protekcję ascety który nie jadł więc się modlił tylko przed zmartwieniem i po zmartwieniu w kościele kiedy nikogo nie było i nagle przyszedł nieoczekiwany jak żurawiny po pierwszym mrozie z sercem pomiędzy jedną ręką a drugą i powiedział dlaczego mnie szukasz na mnie trzeba czasem poczekać / Ks, Jan Twardowski/ ![]() W y j a ś n i e n i e Nie przyszedłem pana nawracać zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania jestem od dawna obdarty z błyszczenia jak bohater w zwolnionym tempie nie będę panu wiercić dziury w brzuchu pytając co pan sądzi o Mertonie nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor z czerwoną kapką na nosie nie wypięknieję jak kaczor w październiku nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką po prostu usiądę przy panu i zwierzę swój sekret że ja, ksiądz wierzę Panu Bogu jak dziecko /Ks. Jan Twardowski/ ![]() W y z n a n i e Zamykałem wiedzę w szufladkach wymieniałem pajęczaki stawonogi i kręgowce myliłem na niebie gwiazdę pierwszą z ostatnią nie rozumiejąc kamieni - nazywałem notowałem w zeszycie spostrzeżenia wiedziałem że kiedy przylecą drozdy i żółte pliszki można już spać przy otwartym oknie - że po wilgach i derkaczach przychodzi pierwsza burza że słonka wędruje tylko w nocy a wyżeł ma brwi nad oczami poznawałem głuszca po zielonej piersi zimorodka po czerwonych nogach dostrzegłem że wiewiórka jest od spodu biała że czajki kładą dzioby na ziemi że kwiaty zapylane nocą nie sa nigdy ciemne że w maju kwitną rośliny niskie a w czerwcu wysokie mówiono że można szukać prawdopodobieństwa i utracić prawdę że prac doktorskich teraz się nie czyta tylko się je liczy że króla najłatwiej uwieść ale trudno się do niego dopchać że więcej jest dowodów na istnienie Pana Boga niż na istnienie człowieka że piekło to po prostu życie bez sensu czytałem na cmentarzu: "Tu leży Maria Dymek, ducha oddała Bogu, ziemi - ciało, jezuitom - domek. Dobrze się stało" Chwytałem się jeszcze teologii za rękę pytałem czy anioł spowiadający byłby do zniesienia dzieliłem grzechy na śmiertelne to znaczy ciche i lekkie - inaczej hałaśliwe podglądałem czystość po obu stronach śniegu wreszcie wzruszyłem ramionami: przecież wszystkie słowa sprawiają że się widzi tylko połowę /Ks. Jan Twardowski/ ![]() T a k i m a ł y Grudzień choinka osioł zaszczycony wół zarozumiały tylko Bóg się nie wstydzi że jest taki mały /Ks. Jan Twardowski/ ![]() R a c h u n e k d l a d o r o s ł e g o Jak daleko odszedłeś od prostego kubka z jednym uchem od starego stołu ze zwykłą ceratą od wzruszenia nie na niby od sensu od podziwu nad światem od tego co nagie a nie rozebrane od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska od tajemnicy nie wykładanej na talerz od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał od pacierza od Polski z raną ty stary koniu /Ks. Jan Twardowski/ ![]() K t ó r y Który stworzyłeś pasikonika jak szmaragd z oczami na przednich nogach czerwoną trajkotkę z wąsami na głowie bociana gimnastykującego się na łące kruka niosącego brodę z dłuższych piór barana znającego tylko drugą literę łacińskiego alfabetu kolibra lecącego tyłem słonia wstydzącego się umierać może dlatego że taki duży osła aż tak miłego że głupiego kowalika chodzącego do góry ogonem zresztą wszystkich co nie wiedzą dlaczego ale wiedzą jak kanciaste orzeszki buku co pękają tylko na czworo anioła po nieobecnej stronie - bez własnego pogrzebu z braku ciała żabę grającą jak nakręcony budzik nieśmiertelniki więdnące - więc prawidłowe i nieprawdziwe dyskretną rozpacz jak pogodne krakanie logiczną formułkę nad przepaścią niezawinioną winę psiaka z półopadniętym uchem łzę jak skrócony rachunek chyba jeszcze nie powstał na serio świat jeszcze trwa Twój uśmiech niedokończony /Ks.Jan Twardowski/ ![]() N i c Jakie to dziwne tak bolało nie chciało się żyć a teraz takie nieważne niemądre jak nic /Ks. Jan Twardowski/ ![]() P o c z e k a j Nie wierzysz - mówiła miłość w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz że zanudzisz talentem że z dwojga złego można wybrać trzecie w życie bez pieniędzy w to że przepiórka żyje pojedynczo w zdartą korę czeremchy co pachnie migdałem w zmarłą co żywa pojawia się we śnie w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku w najlepsze najgorsze w każdego łosia co ma żonę klępę w dziewczynkę z zapałkami w niebo i piekło w diabła i Pana Boga w mieszkanie za rok Poczekaj jak cię rąbnę to we wszystko uwierzysz /Ks. Jan Twardowski/ ![]() N i e t y l k o m y Czytamy - Bóg tak umiłował świat... a więc nie tylko ludzi ale i pliszkę odymioną pszczołę jeża eleganta wprost spod igły nawet muła ni to ni owo bo arii to koń ani osioł (żal że go człowiek stwarzał żyje jak kawaler co się nie rozmnaża) gruszę co kwitnie zaraz przed jabłonią liście konwalii prawie bez ogonka cielę co za matką się wlecze a my tak czulimy się do Boga jakby On miał nas tylko kochać na świecie /Ks. Jan Twardowski/ ![]() P o k o r n y Bóg wszechmogący a taki pokorny wszędzie jest a nigdzie nie widać trzyma się krzyża rękami obiema czysty bo wszystko mając nic dla siebie nie ma słucha cierpliwie że już się nie przyda tylko Wszechmogący może być tak mały jeszcze mówią Mu na złość że ma Syna Żyda /Ks. Jan Twardowski/ ![]() P r o s t u j e nie wiem co było nie wiem co się stało wstyd mnie ogarnął od łez w oczach ciemniej i tyle grzechów razem zapłakało jakby Bóg zstąpił i ukrył się we mnie potem już tylko pacierz co prostuje wiarę dziecko co tak kocha że nic nie rozumie /Ks. Jan Twardowski/ ![]() N i e w i a d o m o k o m u daj się modlić nie wiedząc za kogo i o co bo Ty wiesz najlepiej czego nam potrzeba kto ma dzisiaj wyzdrowieć a kogo ma stuknąć śmierć lub inaczej piorun sympatyczny komu zabrać masz urząd by przywrócić rozum droga nie zna swej drogi kwiat o sobie nie wie słowik nie narzeka że nie sypia nocą gęś się nawet nie dziwi że ma oczy z boku stara małpa nie zgadnie czemu nie siwieje święty śnieg bo spada nie wiadomo komu święte to co przychodzi wciąż wbrew naszej woli /Ks. Jan Twardowski/ ![]() N a u c z s i ę d z i w i ć Naucz się dziwić w kościele, że Hostia Najświętsza tak mała, że w dłonie by ją schowała najniższa dziewczynka w bieli, a rzesza przed nią upada, rozpłacze się, spowiada - że chłopcy z językami czarnymi od jagód na złość babciom wlatują półnago - w kościoła drzwiach uchylonych milkną jak gawrony, bo ich kościół zadziwia powagą I pomyśl - jakie to dziwne, że Bóg miał lata dziecinne, matkę, osiołka, Betlejem Tyle tajemnic, dogmatów, Judaszów, męczennic, kwiatów i nowe wciąż nawrócenia Że można nie mówiąc pacierzy po prostu w Niego uwierzyć z tego wielkiego zdziwienia /Ks. Jan Twardowski/ ![]() P r o s z ę o w i a r ę Stukam do nieba proszę o wiarę ale nie taką z płaczem na ramieniu taką co liczy gwiazdy a nie widzi kury taką jak motyl na jeden dzień ale zawsze świeżą bo nieskończoną taką co biegnie jak owca za matką nie pojmuje ale rozumie ze słów wybiera najmniejsze nie na wszystko ma odpowiedź i nie przewraca się do góry nogami jeżeli kogoś szlak trafi /Ks.Jan Twardowski/ ![]() N i c w i ę c e j Napisał "Mój Bóg" ale przekreślił, bo przecież pomyślał o tyle mój, o ile jestem sobkiem napisał "Bóg ludzkości" ale nie ugryzł w język, bo przypomniał sobie jeszcze aniołów i kamienie podobne w śniegu do królików wreszcie napisał tylko "Bóg". Nic więcej Jeszcze za dużo napisał /Ks. Jan Twardowski/ ![]() N i e t a k n i e t a k Moja dusza mi nie wierzy moje serce ma co do mnie wątpliwości mój rozum mnie nie słucha moje zdrowie ucieka moja młodość umarła moje fotografie rodzinne nie żyją mój kraj jest już inny nawet piekło zmyliło bo zimne nakryłem się cały żeby mnie nie było widać ale łza wybiegła i rozebrała się do naga /Ks. Jan Twardowski/ ![]() P o d z i ę k o w a n i e Dziękuję Ci że nie jest wszystko tylko białe albo czarne za to że są krowy łaciate bladożółta psia trawka kijanki od spodu oliwkowozielone dzięcioły pstre z czerwoną plamą pod ogonem pstrągi szaroniebieskie brunatnofioletowa wilcza jagoda złoto co się godzi z każdym kolorem i nie przyjmuje cienia policzki piegowate dzioby nie tylko krótkie albo długie przecież gile mają grube a dudki krzywe za to że niestałość spełnia swe zadanie i ci co tak kochają że bronią błędów tylko my chcemy być wciąż albo albo i jesteśmy na złość stale w kratkę /Ks. Jan Twardowski/ ![]() O MALUCHACH Tylko maluchom nie nudziło się w czasie kazania stale mieli coś do roboty oswajali sterczące z ławek zdechłe parasole z zawistnymi łapkami klękali nad upuszczonym przez babcię futerałam jak szczypawką pokazywali różowy jezyk grzeszników drapali po wąsach sznurowadeł dziwili się, że ksiądz nosi spodnie że ktoś zdjął koronkową rękawiczkę i ubrał tłustą rękę w wodę święconą liczyli pobożne nogi pań urządzali konkurs kto podniesie szpilkę za łebek niuchali co w mszale piszczy pieniądze na tacę odkładali na lody tupali na zegar z którego rozchodzą się osią minuty wspinali się jak czyżyki na sosnach aby zobaczyć co się dzieje w górze pomiędzy rękawem a kołnierzem wymawiali jak fonetyk otwarte zdziwione O kiedy ksiadz zacinał się na ambonie - ale Jezus brał je z powagą na kolana. /Ks. Jan Twardowski/ ![]() D o Ś w i ę t e g o F r a n c i s z k a Święty Franciszku patronie zoologów i ornitologów dlaczego żubr jęczy jeleń beczy lis skomli wiewiórka pryska kos gwiżdże orzeł szczeka przepiórka pili drozd wykrzykuje słonka chrapi sikora dzwoni gołąb bębni i grucha kwiczoł piska derkacz skrzypi kawka plegoce jaskółka piskocze żuraw struka drop ksyka człowiek mówi śpiewa i wyje tylko motyle mają wielkie oczy i wciąż jeszcze tyle przeraźliwego milczenia które nie odpowiada na pytania /Ks.Jan Twardowski/ ![]() J a k s i ę n a z y w a Jak się nazywa to nie nazwane jak się nazywa to co uderzyło ten smutek co nie łączy a rozdziela przyjaźń lub inaczej miłoźć niemożliwa to co biegnie naprzeciw a było rozstaniem wciąż najważniejsze co przechodzi mimo przykrość byle jaka jak chłodny skurcz w piersi ta straszna pustka co graniczy z Bogiem to że jeśli nie wiesz dokąd iść sama cię droga poprowadzi /Ks. Jan Twardowski/ skomentuj (0) ![]() *** Wielka mała Szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka szukają świętych co wiedzą na pewno jak daleko odbiegać od swojego ciała a ty góry przeniosłaś chodziłaś po morzu choć mówiłaś wierzącym tyle jeszcze nie wiem - wiaro malutka ![]() Prof. Annie Świderkównie Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka gdyby wszyscy byli silni jak konie gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości gdyby każdy miał to samo nikt nikomu nie byłby potrzebny Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością to co mam i to czego nie mam nawet to czego nie mam komu dać zawsze jest komuś potrzebne jest noc żeby był dzień ciemno żeby świeciła gwiazda jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza modlimy się bo inni się nie modlą wierzymy bo inni nie wierzą umieramy za tych co nie chcą umierać kochamy bo innym serce wychłódło list przybliża bo inny oddala nierówni potrzebują siebie im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich i odczytywać całość ![]() Rozgadana wiedza wymowna poezja przez radio Szopen mówić do mnie będzie Całuję cię na dobranoc mój krzyżyku niemy bo milczy tylko prawda i nieszczęście ![]() nie boję się dętej orkiestry przy końcu świata biblijnego tupania boję się Twojej miłości że kochasz zupełnie inaczej tak bliski i inny jak mrówka przed niedźwiedziem krzyże ustawiasz jak żołnierzy za wysokich nie patrzysz moimi oczyma może widzisz jak pszczoła dla której białe lilie są zielononiebieskie pytającego omijasz jak jeża na spacerze głosisz że czystość jest oddaniem siebie ludzi do ludzi zbliżasz i stale uczysz odchodzić mówisz zbyt często do żywych umarli to wytłumaczą boję się Twojej miłości tej najprawdziwszej i innej ![]() Bóg wszechmogący co prosi o miłość tak wszechmogący że nie wszystko może skoro dał wolną wolę miłość teraz sama wybiera po swojemu to czyni co zechce więc czasem wzruszenie jak szczęście przylaszczek co się od razu na wiosnę kochają bywa obojętność to jest sprawy trudne głogi tak bardzo bliskie że siebie nie znają kocha lub nie kocha - to jęk nie pytanie więc oczy zwierząt ogromne i smutne śpi spokojnie w gnieżdzie szpak szpakowa szpaczek Bóg co prosi o miłość rozgrzeszy zrozumie Wszechmoc wszystko potrafi więc także zapłacze Wszechmogący gdy kocha najsłabszym być umie ![]() Czytamy Bóg tak umiłował świat a więc nie tylko ludzi ale i pliszkę odymioną pszczołę jeża eleganta wprost spod igły nawet muła ni to ni owo bo ani to koń ani osioł (żal, że go człowiek stwarzał żyje jak kawaler co się nie rozmnaża) gruszę co kwitnie zaraz pod jabłonią liście konwalii prawie bez ogonka cielę co za matką się wlecze a my tak czulimy się do Boga jakby On miał nas tylko kochać na świecie ![]() Po wiośnie lato po lecie jesień po jesieni zima umiera Co z Panem Bogiem? Jest teraz ![]() Bogu nie potrzeba dowodów doktoratów też Bogu tak jak miłości wystarczy że jest ![]() Bo widzisz tu są tacy którzy się kochaj i muszą się spotkać aby się ominąć bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze piszą do siebie listy gorące i zimne rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało są inni co się nawet po ciemku odnajdą lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął byliby doskonali lecz wad im zabrakło bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej niektórzy umierają-to znaczy już wiedzą miłości się nie szuka jest albo jej nie ma nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek są i tacy co się na zawsze kochają i dopiero dlatego nie mogą być razem jak bażanty co nigdy nie chodzą parami można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem ![]() Boże którego nie widzę a kiedyś zobaczę przychodzę bezrobotny przystaję w ogonku i proszę Cię o miłość jak o ciężką pracę skomentuj (2) ![]() Śpieszmy się Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widziec naprawde zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec kochamy wciąż za mało i stale za późno Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą ks. Jan Twardowski skomentuj (27) ![]() |